„Świąteczne tajemnice. Najlepsze świąteczne opowieści kryminalne” – recenzja

Recenzja książki „Świąteczne tajemnice. Najlepsze świąteczne opowieści kryminalne”.
Święta, święta i po świętach? Niekoniecznie.

Puryści powiedzieliby, że święta kończą się 26 grudnia o północy, w przypływie dobrej woli miłosiernie wydłużając ten okres do 6 stycznia, jednak dzięki filmom, serialom i książkom możemy zachować ich wyjątkową atmosferę na dłużej.

Moja trzecia i zarazem ostatnia recenzowana pozycja z gatunku świątecznych nosi tytuł „Świąteczne tajemnice. Najlepsze świąteczne opowieści kryminalne”, a więc powinno jej być bliżej do „Świątecznego tropu” niż „Pierwszej takiej Gwiazdki”. Czy tym razem mieszanka  bożonarodzeniowego klimatu i elementów sensacyjnych wypadła bardziej przekonująco?

Otto Penzler wybrał do swego zbioru 29 krótkich (najdłuższa ma 67 stron) historii, których akcja osadzona jest w okolicach świąt, a następnie podzielił je na pięć kategorii.

Pierwsza to tradycyjne opowiadania świąteczne z truciznami, klejnotami, przyjęciami w większym lub mniejszym gronie, kradzieżami, spiskami i wreszcie morderstwami. Moim zdaniem z tej dziewiątki najbardziej udana jest „Wigilia kamerdynera” Mary Roberts Rinehart z 1944 roku. Autorka bardzo dobrze nakreśliła postać głównego bohatera, serwując równie sentymentalną, co wciągającą opowieść. Na tle pozostałych wybija się zdecydowanie „Dobry pudding nie jest zły” Petera Loveseya z 1989 roku, jednak podejmuje ciężką tematykę przemocy domowej, więc trudno uznać go za wybitnie świąteczną lekturę.

Kolejny dział trochę trudno mi ocenić, bo miał z założenia mnie rozbawić, a cel ten nie został osiągnięty. Niemniej, z tej piątki do gustu przypadł mi „Święty Mikołaj na opak” Meredith Nicholson z 1917 roku. Zbiegi okoliczności i zwroty akcji czynią przemianę prawie nawróconego złodzieja sympatyczną porcją rozrywki.

Wybuchu śmiechu doczekałam się w rozdziale, po którym chyba najmniej bym się tego spodziewała, mianowicie „Świątecznych opowiadaniach o Sherlocku Holmesie”, postaci, której, delikatnie mówiąc, nie trawię. Fakt, iż ma mi towarzyszyć przez 122 strony, nie podziałał na mnie zachęcająco, a kiedy dotarłam do momentu, w którym ów bohater pomaga mężczyźnie robiącemu zdjęcia nagim dzieciom(!!!), moje zniesmaczenie sięgnęło zenitu. Sytuację uratował Peter Todd i jego dwie absurdalne parodie perypetii detektywa.  „Tajemnica puddingowej torby” i „Świąteczna sprawa Herlocka Sholmesa” były źródłem wyczekiwanego odpoczynku i znacznej poprawy nastroju. Rzekomy geniusz dedukcji wyjaśniający pomagierowi sens kalendarza to istne mistrzostwo.

Na koniec Otto Penzler zostawił opowiadania sensacyjne i niesamowite (może bardziej by pasowało nadnaturalne?). Pierwsze określiłabym jako nic specjalnego, drugie, niestety, zupełnie mi nie podeszły. Czytając o kolejnych duchach, zaczynałam się bać… wyzionięcia swojego z nudy.

Doceniam pomysł, nostalgiczny, spójny charakter i wizualną stronę „Świątecznych tajemnic…”, jednak sięgając po antologię, jak z czekoladkami Forresta Gumpa, trudno przewidzieć, na ile jej składowe nam finalnie podpasują. Opowiadanie wręcz pozorom jest trudniejszą formą niż powieść, mniej jest tu czasu na rozwój fabuły i nawiązanie więzi z czytelnikiem, a przez to łatwiej jest o porażkę, która, niestety, w moim przypadku miała niejednokrotnie miejsce.

Izabela Fidut
(zabela.fidut@dlalejdis.pl)

„Świąteczne tajemnice. Najlepsze świąteczne opowieści kryminale”, Wybór i opracowanie: Otto Penzler, Wydawnictwo Zysk i S-ka, 2020 r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat