Zdobywca Nagrody Bookera przerywa milczenie po siedmiu latach. Czy Ondaatje sięgnie po kolejne wyróżnienia, czy będzie to próba nieudanego wskrzeszenia sukcesu „Angielskiego pacjenta”?
„W roku 1945 rodzice wyjechali i zostawili nas pod opieką dwóch mężczyzn, którzy mogli być kryminalistami” – w taki sposób Michael Ondaataje zabiera nas w daleką podróż w przeszłość. Autor zdaje sobie sprawę z mocy pierwszego zdania, który w tym przypadku - jak mawiał Stephen King - „to jak znalezienie przyjaciela, który ma coś niezwykle ważnego do powiedzenia”. Cała opowieść zostaje przedstawiona w tym duchu.
Nathaniel i Rachel zostają sami w powojennym Londynie. Rodzice wyjeżdżają nagle, a dzieci zostawiają pod opieką tajemniczych mężczyzn zwanych Ćmą i Krogulcem. Dorosły już Nathaniel próbuje ułożyć wspomnienia tak, by zrozumieć choć w części swoją przeszłość i samotność dorastania. „Światła wojny” zawierają mnóstwo rodzinnych dramatów i wzruszające historie porzuconych dzieci. Nathaniel tkwi mocno w przeszłości, ale zmierza ku przyszłości. I to właśnie z jego perspektywy zostają przedstawione wszystkie historie. To on wspomina i próbuje połączyć w całość odległe wydarzenia. Przeżywa niesamowite rejsy, wyścigi chartów, „ognie piekielne”, chorobę siostry, a także próbę odtworzenia dziedzictwa.
W tle poznajemy historię powojennego Londynu i jego powrotu do normalności. Drugie tło wydarzeń to praca tajnego wywiadu, życia w tajemnicy i egzystencji „pod przykrywką”. Ondaatje udaje się połączyć w całość te trzy różne światy. Przez wielowątkowość powstaje niezwykły klimat tajemnicy i ciągłego odkrywania prawdy. „Światła wojny” nie posiadają ciągłej akcji, jak to bywa w kryminałach, gdzie kolejne wydarzenia dzieją się równolegle. Bazowanie na wspomnieniach w niczym nie umniejsza opowieści - wręcz przeciwnie, dzięki temu jest bardziej wyjątkowa i nieoczywista.
O czym właściwie są „Światła wojny”?
To powieść o dorastaniu. O odkrywaniu tajemnic. O niezrozumiałych wspomnieniach, które często stają się jedynie strzępami informacji. O dzieciństwie, które określa to, kim się stajemy.
Tajemniczy „schwer” towarzyszy bohaterom praktycznie przez całe życie niczym muzyka Schumanna. „Mein Herz ist schwer” - wybrzmiewa w tle. „Schwer” to odczuwanie czegoś trudnego i ciężkiego, a zarazem rodzaj ostrzeżenia. I tak Ondaatje tworzy powieść z małych kawałków podrzucanych czytelnikowi w odpowiednim momencie. Przypomina to składanie wyjątkowego obrazu z dostępnych elementów. Nic tu nie jest za wcześnie ani za późno.
Ondaatje w wywiadzie z „Newsweekiem” wyznaje, że zaczął pisać, żeby dowiedzieć się, kim jest. Te poszukiwania towarzyszą także jego wszystkim bohaterom. „Światła wojny” są próbą rozliczenia się z przeszłością i chęcią wygrania tej walki. Powieść niezwykle klimatyczna i wyjątkowa. Bardzo polecam.
Sylwia Wasin
(sylwia.wasin@dlalejdis.pl)
Michael Ondaatje, „Światła wojny”, Wydawnictwo Albatros, Warszawa, 2019 r.
Komentarze