To gatunek niezwykle trudny, bo niełatwo połączyć humor z czymś strasznym, śledztwo z groteską, a zbrodnię z absurdem. Nie każdemu się to udaje — ale Iwona Banach zdecydowanie nie należy do tej grupy. To prawdziwa mistrzyni komedii kryminalnej!
Miałam ogromną przyjemność zanurzyć się w świat jej najnowszej powieści „Trup z recyklingu”. Cała fabuła opiera się na… śmieciach. Kogo z nas nie irytują opłaty za odpady? No właśnie. Osiedle Radość w Boligłowie również boryka się z tym problemem. Nowe rozporządzenie grozi surowymi karami za brak właściwej segregacji, więc dwie emerytki, Stefania i Waleria, postanawiają wziąć sprawy w swoje ręce i z bezpiecznego balkonu prowadzą detektywistyczną obserwację śmietników. Pomysł wydaje się całkiem sensowny — do momentu, gdy w jednym z kontenerów zostaje odnaleziona... noga. I to najprawdopodobniej ludzka. Na miejscu zjawia się niezwykle atrakcyjna policjantka, której obecność wzbudza jeszcze większe poruszenie wśród mieszkańców. A sprawy komplikują się jeszcze bardziej, gdy jedna z seniorek nagle znika... Jeśli dodamy do tego pana „menela”, mężów pantoflarzy i skłócone rodziny, wychodzi z tego naprawdę dobry kawał historii!
Iwona Banach ma niebywały talent do obserwowania naszej codzienności. Jej opisy są celne, często kąśliwe, ale zawsze okraszone humorem. Śmiałam się niemal na każdej stronie — czasem przez łzy. Autorka z wyczuciem obnaża nasze narodowe przywary: zazdrość, gniew, małostkowość, a przy tym tworzy bohaterów, w których łatwo rozpoznać znajome twarze — sąsiadkę z trzeciego piętra, apodyktycznego dozorcę czy ciotkę z niewyparzonym językiem.
Fabuła mknie do przodu w zawrotnym tempie, a każde kolejne odkrycie przybliża nas do rozwiązania zagadki. Jak przystało na porządną komedię kryminalną — dzieje się dużo, jest zabawnie i niebezpiecznie. Idealna lektura na poprawę nastroju!
Kto pomyślałby, że tak makabryczne odkrycie w śmietniku może wiązać się z salwami śmiechu? A jednak — Iwona Banach udowadnia, że nawet trup w kontenerze może być początkiem naprawdę dobrej komedii. Autorka posługuje się znakomitym językiem — bez błędów, nieporadnych konstrukcji czy sztucznego dialogu. Rozmowy bohaterów są żywe, pełne charakteru i świetnie budują atmosferę.
Najbardziej rozbawiło mnie beznadziejne życie mężów emerytek — niby są, a jakby ich nie było, to oni jednak potrafią wywołać u czytelnika śmiech, czasem przez łzy. Sceny z podejrzeniami i domysłami staruszek, czy też pobyt jednej z nich w szpitalu, doprowadziły mnie do niekontrolowanego śmiechu. I właśnie o to chodzi — wydarzenia, które w rzeczywistości są nieprzyjemne, trudne lub wręcz dramatyczne, tutaj zyskują absurdalny wymiar, który sprawia, że nie sposób się nie uśmiechnąć.
Lekturę szczególnie polecam tym, którzy jeszcze nie mieli styczności z komedią kryminalną. To gatunek wymagający — balansowanie między humorem a intrygą nie jest proste. Dlatego uważam, że Banach to idealna autorka na pierwsze spotkanie z tym typem literatury. Ma lekkość, cięty dowcip i znakomite wyczucie tempa. Z przyjemnością sięgnę po inne powieści tej autorki. Mam przeczucie, że również będą trzymały poziom i dostarczą mi jeszcze więcej dobrej zabawy.
Elżbieta Kaźmierowska
(elzbieta.kazmierowska@dlalejdis.pl)
Iwona Banach, „Trup z recyklingu”, Skarpa Warszawska, Warszawa, 2025.
Komentarze