„Wędrowycz. Klątwa C2H5OH” to krótki, ale bardzo przyjemny komiks, który świetnie oddaje klimat znany z opowiadań Andrzeja Pilipiuka. Humor w dużej mierze opiera się na alkoholowych żartach, jednak nie sprawia wrażenia, jakby gloryfikował alkoholizm. To raczej element konwencji i charakterystyki głównego bohatera niż zachęta do sięgania po kieliszek.
Fabuła składa się z kilku krótszych przygód, podczas których Jakub Wędrowycz dba o spokój w Wojsławicach na swój bardzo nietypowy sposób. Jedna historia zaczyna się od niepozornego ogłoszenia w gazecie, inna od pogoni za królikiem, która niespodziewanie prowadzi do kolejnych nadnaturalnych kłopotów. Wędrowycz nie jest typowym łowcą potworów i nie przyjmuje zleceń w klasyczny sposób.
Bardzo spodobała mi się kreska oraz sposób prowadzenia plansz. Kadry nie są zamknięte w sztywnym, regularnym układzie – mają nieregularną kompozycję, dzięki czemu całość wygląda dynamiczniej i ciekawiej. Andrzej Łaski wyraźnie bawi się formatem, często pozwalając, by pojedynczy rysunek zajmował większą część strony. Takie plansze robią świetne wrażenie i sprawiają, że akcję śledzi się z dużą przyjemnością.
Na plus zaliczam też liczne nawiązania i smaczki, które dodatkowo budują klimat świata Wędrowycza. Fani serii z pewnością wyłapią ich sporo, ale nawet nowi czytelnicy znajdą tutaj wiele powodów do uśmiechu. Jedyny wyraźny minus? To po prostu za mało. Komiks liczy zaledwie 64 strony, więc można go przeczytać w niecałe pół godziny. Gdy już człowiek zagłębi się w ten zwariowany świat, historia szybko się kończy i pozostawia lekki niedosyt.
Jeśli lubicie absurdalny humor, swojskie klimaty i pogromców potworów, którzy zamiast wody wolą butelkę samogonu, „Wędrowycz. Klątwa C2H5OH” to pozycja zdecydowanie warta uwagi. Dynamiczna, zabawna i narysowana z pomysłem. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że kolejnych komiksowych przygód Jakuba Wędrowycza będzie więcej.
Patrycja Skałka
Andrzej Łaski, „Wędrowycz. Klątwa C2H5OH”, Fabryka Słów, Warszawa, 2026.
Komentarze