„Wszystko zostaje w rodzinie” - recenzja

Recenzja książki „Wszystko zostaje w rodzinie”.
Przeszłość zaczyna się upominać o prawdę, a skrzętnie skrywane tajemnice w końcu mogą ujrzeć światło dzienne.

Dom skrywający cienie przeszłości to dość znany motyw w literaturze grozy. John Marrs zinterpretował go jednak w świeży sposób i sprawił, że ta historia zapada w pamięć i wywołuje potok emocji. Głównymi bohaterami książki są Mia i Finn – młode małżeństwo, które marzy o własnym domu. Kupują nieruchomość do remontu, nie wiedząc, że ich nowe cztery ściany skrywają niewyobrażalne zbrodnie. W tym trudnym czasie mogą liczyć na wsparcie rodziców Finna, ale czy jest ono zupełnie bezinteresowne?

John Marrs tworzy wręcz klaustrofobiczny klimat, a my razem z Mią zaczynamy obsesyjnie tropić sprawcę zbrodni sprzed lat. Prowadzenie wielotorowej narracji sprawia, że wcześniej od naszej bohaterki poznajemy prawdę, co w ogóle nie przeszkadza w odbiorze całości. Przenosimy się do przeszłości, by za chwilę wrócić do współczesności. Te same wydarzenia śledzimy z perspektywy Finna, Mii i jej teściów Debbie oraz Dave’a. Towarzyszymy również sprawcy podczas popełniania zbrodni. Dzięki temu lepiej poznajemy bohaterów. Możemy wejść w ich myśli, zrozumieć motywacje, a nawet poczuć ich strach i ekscytację.

„Wszystko zostaje w rodzinie” to sprawnie napisany thriller, który przykuwa uwagę i nawet jeśli niektóre zachowania bohaterów wydają się schematyczne lub nie do końca logiczne (zbyt szybkie chwalenie się swoimi odkryciami), nie odbiera to przyjemności z lektury. Fascynujące są pytania, jakie stawiamy sobie w trakcie czytania. Jak działa psychopatyczny umysł? Czy czerpanie przyjemności z cierpienia innych jest dziedziczne? Mimo że nie znajdziemy tu szczegółowych opisów zbrodni, historia działa na wyobraźnię i wszystkie zmysły. John Marrs umiejętnie podtrzymuje napięcie, ujawniając stopniowo tajemnice, które noszą w sobie wszyscy członkowie tej – na pozór – zwyczajnej rodziny. Marrs genialnie zobrazował również krótkotrwałe, acz intensywne, zainteresowanie mediów takimi sprawami i zwrócił uwagę na trudność w dostrzeganiu zagrożeń tuż obok siebie.

Książkę „Wszystko zostaje w rodzinie” polecam wszystkim, którzy lubią thrillery pozbawione drastycznych, krwawych momentów, a preferują snującą się między wierszami aurę niepokoju. „Bo to ja jestem przynętą, która zwabia je do naszego domu” mówi jedna z postaci przewijających się na kartach powieści, powodując nieprzyjemny dreszcz w moim ciele. Tak chyba działa na czytelnika solidny thriller?

Anna Wasyliszyn
(anna.wasyliszyn@dlalejdis.pl)

John Marrs, „Wszystko zostaje w rodzinie” , Wydawnictwo Czwarta Strona, Poznań, 2025.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat