Nazistowskie Niemcy w 1939 roku znów podpaliły Europę, znów rozpoczęły ogólnoświatowy konflikt, który złamał życie wielu ludziom. Polskie rodziny zostały boleśnie doświadczone zarówno ze strony wojsk niemieckich, jak i rosyjskich i z reguły obracałam się właśnie wśród literatury, która pokazywała II wojnę światową polskimi oczami. Tym razem jednak sięgnęłam po książkę, która przedstawia tę wojnę z perspektywy niemieckiej rodziny, która zamieszkuje Prusy Wschodnie. Wybuch wojny nie cieszy tu jedynie najstarszych członków rodziny, którzy pamiętają jeszcze cierpienie, które przyniosła I wojna światowa. Pozostali patrzą na nią z nadziejami, radością i marzeniami o wielkiej Rzeszy.
Susanne Abel nie stworzyła jednak książki historycznej. Oddała w nasze ręce powieść obyczajową tętniącą niepewnością, niezłomnością, przełamującą bariery i pokazującą absurdy tamtych czasów, bo jak inaczej nazwać głęboki rasizm panujący w amerykańskiej armii tak podobny do polityki wykluczenia prowadzonej przez Hitlera.
Bohaterką powieści jest Greta, którą poznajemy jako kilkunastoletnią dziewczynkę – trochę naiwną, głoszącą wiele propagandowych frazesów. Wojna zmusza ją do szybkiego dorastania, a my obserwujemy, jak powoli dziewczynka staje się młodą kobietą, która nawet po zakończeniu wojny czeka na powrót ojca z frontu. Widzimy ją również już w 2015 roku, śledząc jej zmagania z życiem i kolejnymi przeciwnościami, jakie postawił przed nią los.
„Z dala od Gretchen” to książka o miłości wbrew wszystkiemu. Czarnoskóry żołnierz amerykański z Niemką? To wydaje się niemożliwe, a jednak takie sytuacje się zdarzały i Susanne Abel postanowiła o tym opowiedzieć. Kobiety, które zdecydowały się na taki związek, często zostały napiętnowane przez środowisko, rodzinę i przyjaciół, cierpiąc w ciszy i samotności. Ta książka jest przepełniona wielkim bólem, rozczarowaniem, ale też jest niezwykle pozytywna i promienna. To niewiarygodne słońce przebija się nawet w rozdziałach, które opowiadają o wszechogarniającym smutku, ale takie jest przecież życie – gorycz przeplata się w nim ze słodyczą.
Na szczególną uwagę zasługuje styl autorki – przystępny, ale nie banalny. Abel pisze obrazowo, z wyczuciem tempa i emocji. Dialogi są naturalne, a opisy – oszczędne, ale trafne. Dzięki temu książkę czyta się z dużym zaangażowaniem.
Susanne Abel stworzyła fikcyjną opowieść o miłości dwojga ludzi, która mogła wydarzyć się naprawdę, choć teoretycznie była niemożliwa. To też opowieść o stracie, która pozostawiła w sercu kolce, których nie da się usunąć. To w końcu historia o przyszłych pokoleniach, które potrzebują prawdy, by ruszyć dalej i rozpocząć nowe życie. „Z dala od Gretchen” w łatwej i przyjemnej formie opowiada o trudnych czasach i zdarzeniach. Teraźniejszość łączy się tu zgrabnie z przeszłością, łzy przeplatają się ze śmiechem, a Greta? Greta jest wielowymiarowa i jedyna w swoim rodzaju, zostaje w głowie, w sercu – i nie daje o sobie zapomnieć. Warto oddać jej głos.
Anna Wasyliszyn
(anna.wasyliszyn@dlalejdis.pl)
Susanne Abel, „Z dala od Gretchen” , Wydawnictwo Relacja, Warszawa, 2025.
Komentarze