Nowa książka Anny Fryczkowskiej to opowieść o odkrywaniu siebie, radzeniu sobie z trudną przeszłością i… zrzucaniu zbędnych kilogramów. To właśnie na wczasach odchudzających spotykamy nasze bohaterki - Janinę i Baśkę.
Narracje obu kobiet przeplatają się, ukazując nam ich życiowe losy i walkę o siebie, swoje ciało i uznanie najbliższych. Janina jest ciepłą, tęgą panią po pięćdziesiątce. W dodatku gwiazdą kulinarnego programu. Przez lata żyła w cieniu męża, ciągle przez niego osądzana i tłamszona. Stres, nudę i samotność zajadała. Wszystko zmienił incydent w restauracji, w czasie którego Janina opychając się malowniczo tortem bezowym poderwała kompletnie obcego mężczyznę.
Baśka po trudnych latach życia ze zwałami młodzieńczego tłuszczyku postanowiła odmienić swoją marną egzystencję. I udało jej się to aż zbyt dobrze. Z zakompleksionej nastolatki, po setkach wyrzeczeń, ukształtowała się „super laska”. Pod idealną figurą ciągle kryła się jednak bardzo niska samoocena. Baśka wyszła za pierwszego lepszego, który ją zechciał i starała się być perfekcyjnym eksponatem w galerii męża. Gdy nagle odszedł, kobieta przestała się kontrolować. Efekt? Wczasy odchudzające i dzielenie pokoju z tą okropną babą – Janiną!
Bohaterowie powieści są świetnie wykreowani. Odkrywamy ich tajemnice krok po kroku, co tylko zwiększa nasze zainteresowanie. Główne bohaterki często podejmują nieprzemyślane działania, a to skutkuje seriami niefortunnych zdarzeń. Czytelnik nigdy nie pozostaje wobec nich obojętny: współczujemy Janinie, denerwuje nas zachowanie Baśki, szczerze nie cierpimy Pawła.
Książka staje w opozycji do obsesji posiadania pięknego ciała, którą zaszczepia w nas popkultura i kolorowe magazyny. Autorka zauważa, że każda z nas jest piękna i wartościowa bez względu na kilka dodatkowych kilogramów. Obsesyjne dbanie o siebie i głodzenie się do niczego nie prowadzi i tylko odbiera radość życia.
Mimo, że dużą część powieści stanowią refleksje nad wagą i odchudzaniem, nie mniej ważna jest tu psychika głównych bohaterek. W poplątanych ścieżkach ich życia znajdujemy powody, dla których uciekają w jedzenie. Powieść ukazuje jak duży wpływ ma na nasze życie wychowanie oraz to jak postrzegają i co sądzą o nas inni. Zadziwiające, że obie tak różne kobiety połączył wspólny los. Byłyby o wiele szczęśliwsze gdyby nie duszne małżeństwa, w których tkwiły. Co zabawne, wszystko zawsze kręci się wokół mężczyzn! Mimo że autorka sama zwraca na to uwagę na jednej z kart powieści, jej także nie udało się wyrwać z tego schematu. W związku z całą wymową książki zakończenie jest standardowe i nieco rozczarowujące.
Mimo to, powieść jest zdumiewająco prawdziwa i zarazem zaskakująco zabawna. Napisana pełnym humoru i uszczypliwej ironii językiem z pewnością przyprawi czytelnika o uśmiech. Z drugiej jednak strony każe nam się głębiej zastanowić czym naprawdę jest ten niedościgniony ideał, do którego dążymy. I czy naprawdę warto?
„Z grubsza Wenus” czyta się szybko, łatwo i przyjemnie. Książka idealna na leniwe słoneczne popołudnia. Dziś wiele razy zgrzeszyłam dla czystej przyjemności czytania tej powieści. Nie wyrażam żalu, ani poprawy. Najwyżej pójdzie w biodra!
Beata Żelazek
(beata.zelazenk@dlalejdis.)
Anna Fryczkowska, „Z grubsza Wenus”, Warszawa , Prószyński i S-ka, 2014
Komentarze