„Zanim odlecą anioły” – recenzja

Recenzja książki „Zanim odlecą anioły”.
Świąteczna opowieść o jedzeniu i wybaczaniu.

„Zanim odlecą anioły” Nataszy Sochy nie jest moją pierwszą stycznością z jej twórczością, jej „#Instaświętami” rozpoczęłam sezon świąteczny 2023 roku. Odstęp między recenzjami był na tyle długi, że o ewentualnych podobieństwach i różnicach zaczęłam myśleć dopiero po zakończeniu lektury i mogę bez przesady stwierdzić, że w tym roku znacząco zawyżyła poprzeczkę dla kolejnych tegorocznych nowości.

Głównym bohaterem jest Janek, trzydziestodwuletni właściciel restauracji, której brakuje… wszystkiego. Nie ma nazwy, klientów, czegoś, co fizycznie, czy kulinarnie wyróżniałoby ją na tle setki pozostałych, krótko mówiąc: nie ma widoków na przyszłość. Pewnego dnia trafia do niej starsza pani Helena i postanawia przeprowadzić eksperyment, o jakim przeczytała w gazecie: co tydzień kuchnię przejmie inna „babcia” specjalizująca się w określonym daniu. Wszystko zmienia się jak za dotknięciem magicznej różdżki. Bez żadnej kampanii marketingowej znajome smaki z dzieciństwa i młodości rozsławiają podupadający lokal do czasu, aż pewna dziennikarka postanawia przyjrzeć się przeszłości zatrudnionych w niej pracownic i podzielić się tym, co odkryje, w serii sensacjonalnych artykułów.

W poprzedniej recenzji narzekałam na niedobór świątecznej atmosfery, ale tutaj jest ona namacalna od samego początku, chociaż akcja rozpoczyna się w październiku. Wszystko za sprawą spokoju, ciepła i mądrości bijących od tekstu i postaci, i oczywiście ich przysmaków w większości kojarzącym się właśnie z Bożym Narodzeniem. Sama dałam się na dobre wciągnąć w te rozmowy przy i o gotowaniu, a piszę to jako osoba, która za tymi daniami (z wyjątkiem ryb) w ogóle nie przepada. Myślę, że wielu osobom udzieli się nostalgiczna aura, nawet jeśli sami nie mieli/mają tak silnej więzi z własną babcią. Na samym końcu książki autorka zamieściła przepisy, dzięki którym można zamienić aromat ulatniający się ze stron na ten prawdziwy.

„Zanim odlecą anioły” to jednak nie tylko kuszące zapachami i smakami potrawy, ale też po prostu solidnie napisana, wartościowa i życiowa opowieść do czytania nie tylko w okresie świątecznym. Janek ma swoją podszytą żalem i żałobą historię, a za „babciami” ciągną się cienie grzechów przeszłości. Bohaterowie są dobrze wykreowani, nawet jeśli nie poznajemy ich całego życiorysu, a jedynie tyle, ile osoby pokiereszowane przez los mogą być w stanie ujawnić komuś po niecałych trzech miesiącach znajomości. Natasza Socha stawia pytania o drugą szansę od świata i od ludzi, nie robiąc tego w nachalny, ostry, moralizatorski sposób. Nawet media społecznościowe mogą trochę odkupić winy po „#Instaświętach”, a nasz czarny charakter w końcu dostrzega, że można się zmienić i ta przemiana jest znacznie łatwiejsza, jeśli tylko ktoś wyciągnie ku nam pomocną dłoń.

Nie byłabym sobą, gdybym na koniec nie wspomniała o cudownej warstwie wizualnej autorstwa Anny Jamróz. Nie ocenia się książki po okładce? Tę jak najbardziej można. Te urocze ilustracje, grafiki rozpoczynające rozdziały i zielone, barwione strony z ostrokrzewem sprawiają, że czytanie jest jeszcze większą przyjemnością. 

Izabela Fidut

Natasza Socha, „Zanim odlecą anioły”, Wydawnictwo Literackie, Kraków, 2025.




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat