Sprawa reinkarnacji – wieczny spór. Kwestia religijna, życie pozagrobowe, a może i jego brak. Nie ma znaczenia, co sobie myślisz, zanim sięgasz po książkę Zevin, bo własne przekonanie zostanie gdzieś dalej w tle przesłonięte wiodącym motywem.
Lizzie, główna bohaterka, która nie doczekała nawet szesnastu lat, umiera wskutek wypadku samochodowego. Jak sama stwierdza, z rozbrajającą szczerością, jest tylko ‘zwykłą dziewczynką, która zapomniała spojrzeć w lewo’. Nie ma zatem womanity, ani superhero w wersji żeńskiej. Jest za to młoda, niedoświadczona dziewczynka, młodniejąca cieleśnie, dojrzewająca mentalnie, która tęskni za wszystkim, co tak normalne i zarazem piękne podczas życia na ziemi.
Lizzie budzi się na statku, który płynie donikąd. Tak przynajmniej się wydaje, ponieważ każdy z pasażerów nazywa jego cel „Gdzie indziej”. Gdzie może być „Gdzie indziej”? Ano wszędzie, tylko nie tutaj, czyli na naszej starej dobrej ziemi. „Gdzie indziej” to wersja Zevin, jej kraina pozagrobowego życia, gdzie ludzie młodnieją, by pewnego dnia powrócić w mojżeszowym koszyku pod innym wcieleniem. Elsewhere jest zatem utopijnie zabarwionym obrazem tego, co miałoby nas spotkać po śmierci. Nie ma czyśćca, egipskich ciemności w piekle, ani uroczych herubinków. W zamian za to czytamy o pozornie podobnym życiu, spokojnym i sielskim, a wręcz czasami nudnawym, w którym główna bohaterka próbuje zrobić wszystko to, czego nie zdążyła za życia. Nawiązuje przyjaźnie, zakochuje się, a przy tym ciągle pamięta o bliskich, stara się zrozumieć i pogodzić z własnym losem.
Książka Zevin jest niejako fantastyczna. To pozycja dla ludzi, którzy kupią ją po to, by z czułością pogłaskać obwolutę i zapłakać nad niesprawiedliwością ludzkiego losu. Dla tych, którzy wycisną kocią łezkę, myśląc o pijanych kierowach lub zapytają samych siebie, gdzie jest Bóg, skoro nie ma sprawiedliwości. I tak dalej i tak dalej. Jakie to wzruszające, a zarazem oburzające, że nie ze swojej winy ginie dziecko, nie zaznawszy w życiu niczego, co nadaje mu smak – miłości, seksu, studiów, czy jak kto woli. Jeśli miał to być bodziec do refleksji, przeważający szalę życia na marność czy szaleńcze szczęście, to niezbyt stymulujący.
Choć tematyka książki jest umiarkowanie poważna oraz można wysnuć kilka ciekawych wniosków, to w połączeniu z infantylnymi wątkami, z przykrą fantastyczną kanwą w tle, staje się gniotem, który tylko chciał poruszyć ważny temat. „Gdzie indziej” razi stylem, wymuszonymi dialogami, które porównać można do tych, jakie przeprowadzamy z nieznajomymi w supermarkecie przy wyborze marchewki. Lizzie pyta, babcia odpowiada, babcia wzdycha, Lizzie pyta i tak przez kilka stron. Lizzie tęskni, rodzina tęskni – fajnie, rozumiemy przecież tęsknotę. Nagle Lizzie rozmawia z psem, uczy się psiego języka, potem młodnieje i (o dziwo nie jak Benjamin Button) umiera, lecz rodzi się na nowo. Jeśli nie brzmi to wystarczająco tandetnie, zapraszam serdecznie do zakupu i polecam z całego współczującego serduszka przytulankę na wieczory. Refleksyjno-fabularny poradnik levelu pierwszego zabierze cię „Gdzie indziej”. A już najpewniej w krainę snu.
Natalia Kędziak
(natalia.kedziak@dlalejdis.pl)
Gabrielle Zevin, “Gdzie indziej”, Wydawnictwo Initium
Komentarze