,,Zatapia się w świat myśli, marzeń, wspomnień, refleksji o życiu, szukania jego sensu i istoty.”, to jeden z fragmentów, który wprawia w ekscytację i budzi ciekawość. Dłużne nie pozostają także zapowiedzi wspomnień o wyprawach w różne strony świata czy przeżyciu powodzi tysiąclecia w 1997r.
Tymczasem pozycja ta okazała się nie tylko nudna, ale wręcz odpychająca. Przede wszystkim fabuła autobiografii krąży wokół kilku tylko tematów. Pierwszym z nich jest polowanie i oporządzanie dziczyzny, a następnie jej konsumowanie, co powtarza się średnio co dziesięć stronic. Następnie podczas każdej konsumpcji nie może zabraknąć wysokoprocentowych napojów, a więc siłą rzeczy równie często autor opisuje swoje przygody z alkoholem, nierzadko doprowadzając się do głębokiego stanu upojenia. Przy okazji w przytoczony sposób wykazuje się brakiem wiedzy z zakresu psychologii uzależnień oraz w żart obraca własny problem: ,,Zabierz swoje dzieci na polowanie. Wyjdzie taniej niż kuracja odwykowa. (…) ale jak się spojrzy na skalę problemu uzależnień opioidowych (…) to człowiek się zastanawia, czy myślistwo, tak tu krytykowane przez lewactwo, nie jest doskonałą alternatywą, szansą, światełkiem w tunelu dla tych nieszczęsnych, zagubionych osób. (…) Alkoholizm – do którego mi daleko (…)”. Być może miał być to kiepski żart. Ciekawe zatem, czy równie udanym żartem autor nazwałby wielorazową konsumpcję alkoholu na oczach swoich dzieci. Wreszcie, trzecią rzeczą nadmiernie pojawiającą się w lekturze, są zdecydowanie przesadzone słabości żonatego mężczyzny do wszelkich kobiet, w zasadzie do każdej stającej mu na drodze. Nie na miejscu wydaje się tu chwalenie wręcz żenującymi sytuacjami uprzedmiatawiającymi kobiety, które autor inicjuje: ,,(…) zdążyłem sobie wyobrazić (…) a jej piersi wyskakują z łoskotem w moim kierunku (…) ale chyba czytała w moich myślach, gdyż nagle się speszyła, a zaraz potem z twardej policjantki przemieniła się w niewinne i słabe dziewczę. (….)”. Wszystkie te cenne wspomnienia autora okraszone są nieudanym poczuciem humoru, zaś wspomnianych w opisie niesamowitych wypraw i przeżyć jest ,,jak na lekarstwo”.
Książka zapowiadała się bardzo dobrze, okazało się jednak, że fabuła krąży wokół nudnego, beztroskiego życia pospolitego samca alfa, który choć pozornie wykształcony, wydaje się tak ograniczony. Bardzo trudno było przebrnąć do końca. Cel napisania nic niewnoszącej do życia książki, w dodatku tak długiej (384 stronice), wciąż pozostaje nieznany. Śmiało uznaję ją za najgorszą przeczytaną przeze mnie książkę.
Aby jednak wydobyć coś pozytywnego z tej nieudanej lektury, dodam, iż dowiedziałam się, jak bronić się przed niedźwiedziem.
Ilona Podsiadła
(ilona.podsiadla@dlalejdis.pl)
Arkadiusz Kazimierski, ,,A niebo błękitne nade mną”, Wydawnictwo Novae Res 2022
Komentarze