Początkowo czułam się trochę przytłoczona informacjami na temat bohaterów, a wszystko przez chaos, który zauważyłam w kilku krótkich rozdziałach. Zaraz gdy nastąpiło poznanie nowych bohaterów, autorka nagle ucinała wydarzenie, po czym parę stron dalej wracała do niego. Było to dość irytujące i odpychające. Mimo wszystko ciekawość na pierwszych stronach została rozbudzona i nie odłożyłam książki. Teraz wiem, że gdybym to zrobiła, żałowałabym.
Cała fabuła jest tajemnicza, wciągająca i mroczna, czyli taka jaką lubię najbardziej. Spotkamy się tu z przerażającymi wydarzeniami z przeszłości, które przeplatają się z dramatyczną, wstrząsającą teraźniejszością. Retrospekcja jest zdecydowanie elementem, który uwielbiam w powieściach. Powrót do XVII w. spotęgował lęk. Oczywiście było wiele momentów, w których otwierałam oczy ze zdumienia. Mroczne sekrety i ogromna niepewność wywołuje gęsią skórkę i sprawiają, że takiej historii nie da się zapomnieć.
Różnorodni bohaterowie również tworzą nietypowy, klimatyczny, posępny nastrój. Ich dziwne zachowanie, małomówność, melancholia powodują ciarki na plecach. Każdy z nich miał swoje tajemnice, które próbował ukryć i które były niebanalne. Pomimo, że nie podobało mi się samo przedstawienie i wprowadzenie nowych postaci, to jednak ich losy były porywcze, niecodzienne i pochłonęły moją uwagę. Nawet krajobraz Szwecji stworzył wokół powieści zagadkową aurę niepewności. Mroczny las, niepokojąca cisza, brak żywej duszy idealnie wkomponował się w całość, przyspieszając bicie serca.
Zakończenie nie było zaskakujące. Największy niepokój i strach wzbudził tak na prawdę środek książki. Na ogromną pochwałę zasługuje cała historia, która jest pełna grozy. Jest to na prawdę świetny thriller. Fani tego gatunku zdecydowanie muszę ją poznać.
Patrycja Trzcionkowska
(patrycja.trzcionkowska@dlalejdis.pl)
A jej oczy były niebieskie, Lisa Hagensen, Wydawnictwo Czarna Owca, 2017
Komentarze