„Ten, który wiedział” – recenzja
Historia zaczyna się tragedią w urokliwym Vimmerby – mieście znanym wszystkim z bajkowego świata Astrid Lindgren. W bożonarodzeniowy poranek w piwniczce na wino zostaje odnalezione ciało sześcioletniej Wildy. Dziewczynka nie była zwykłym dzieckiem, lecz małą gwiazdą lifestylowego profilu swojej matki na Instagramie. Media natychmiast oszalały, a pod presją przełożonych policja za wszelką cenę próbuje obarczyć winą rodziców.
Sprawa szybko staje się jednak koszmarem śledczych: list z żądaniem okupu wygląda na nieporadną mistyfikację, w żołądku dziewczynki odnajdują niestrawione mango, a na jej ciele aż dziesięć śladów DNA! Rozwiązania tej zagadki podejmuje się niezwykły duet – bezkompromisowa, zapalczywa Monik Eurell oraz Benjamin Krantz, chłodny profiler po szkoleniu w FBI.
Dla mnie ta książka była wręcz magnetyczna. Szczególnie poruszył mnie fakt, że autor garściami czerpie z autentycznej, mrocznej historii JonBenét Ramsey z 1996 roku. Jako fanka true crime byłam zachwycona tym, jak rzetelnie Lambrell przeniósł tę tragedię we współczesne czasy. To sprawiło, że lektura wciągnęła mnie bez reszty, ale też wywołała ogromny ścisk w żołądku. Zaskoczyło mnie, jak fantastycznie skonstruowano relację Moniki i Benjamina – ich powolne docieranie się, budowanie zaufania bez zbędnego, taniego romansu to po prostu majstersztyk! Jedyny malutki minus dałabym za środek powieści, gdzie wielowątkowe przesłuchania świadków na moment zwalniają tempo akcji, ale finał w pełni to rekompensuje.
Pod kątem warsztatowym książka wypada znakomicie. Lambrell operuje niezwykle oszczędnym, niemal surowym stylem. Nie ma tu zbędnego lania wody ani przydługich opisów krajobrazów – każde słowo ma swoje miejsce i buduje napięcie. Konstrukcja postaci jest potężnym atutem: bohaterowie nie są czarno-biali, mają swoje wady, lęki i sekrety. Dynamika śledztwa opiera się na detalach, zmuszając do ciągłego analizowania faktów razem z bohaterami.
W moim odczuciu ta powieść to coś więcej niż sprawnie napisany thriller. To brutalny, trafiający w samo serce komentarz do naszych czasów. Autor obnaża zjawisko ekshibicjonizmu w sieci i pokazuje, jak łatwo tworzymy złudzenie „idealnej rodziny” na użytek obcych ludzi, podczas gdy za zamkniętymi drzwiami rozgrywa się dramat. „Ten, który wiedział” zmusza do zadania sobie pytania: ile jesteśmy w stanie poświęcić dla zachowania pozorów?
Gorąco polecam tę pozycję każdemu czytelnikowi! Jeśli szukacie książki z gęstą atmosferą i nieszablonowym spojrzeniem na ludzkie kłamstwa, to ten tytuł musicie koniecznie zapisać na swojej liście. Zapewniam, że zapamiętacie tę lekturę na długo.
Daria Konieczna
John Willander Lambrell, „Ten, który wiedział”, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa, 2026.
Ostatnio dodane
- „Smerfy i Halloween. Świat Smerfów. Tom 5” – recenzja
- „Droga Kobiety” – recenzja
- „Potwory z archiwum. Mój rok grozy ze Stephenem Kingiem” – recenzja
- „Góralu, czy ci nie żal? Opowieść o zatraceniu” – recenzja
- „Demoniczne dwudziestolecie” – recenzja
- „Germinal” – recenzja
- „Yakari. Zemsta rosomaka. Tom 26” - recenzja
- „Życie z mindfulness” – recenzja
- „Inkluzja” – recenzja
- „Tajne sprawy chomiczki Zdzisławy. Misja omlety” – recenzja

Komentarze