„Zbrodnia w hidżabie. Na książęcej farmie” - recenzja

Recenzja książki „Zbrodnia w hidżabie. Na książęcej farmie” - recenzja
Kiedy trup trafia na wybieg białych lwów, trudno oczekiwać spokojnej historii. Na książęcej farmie największe emocje budzą nie tyle okoliczności zbrodni, ile sekrety jej mieszkańców.

Są książki, które okazują się zupełnie czymś innym, niż sugeruje ich gatunkowa etykieta. Tak właśnie odebrałam „Zbrodnię w hidżabie. Na książęcej farmie” Tanyi Valko. Sięgnęłam po nią z myślą o kryminale, tymczasem dostałam przede wszystkim powieść obyczajową osadzoną w arabskich realiach, w której zbrodnia stanowi raczej pretekst do wprowadzenia postaci policjanta niż rzeczywistą oś fabuły.

Na saudyjskiej farmie należącej do księcia Rahmana dochodzi do makabrycznego odkrycia – na wybiegu białych lwów zostają znalezione szczątki Polki. Sprawą zajmuje się porucznik Faris, który rozpoczyna rozmowy z mieszkańcami posiadłości i osobami z otoczenia ofiary. Szybko okazuje się, że niemal każdy ma coś do ukrycia, a kolejne opowieści odsłaniają rodzinne tajemnice, romanse, zdrady i skomplikowane życiorysy bohaterów.

I właśnie w tej obyczajowej warstwie autorka radzi sobie zdecydowanie lepiej. Widać, że zna świat, który opisuje, od środka. Arabia Saudyjska nie jest tu jedynie egzotyczną dekoracją, lecz miejscem zamieszkanym przez ludzi z własnymi problemami, ambicjami i słabościami. Szczególnie interesująco wypadają zależności społeczne oraz podwójne standardy moralne. Wpływowym i bogatym wolno znacznie więcej niż zwykłym obywatelom, a deklarowane wartości nie zawsze mają wiele wspólnego z rzeczywistym postępowaniem. Ciekawym przykładem jest księżniczka, wychowana w luksusie, ale jednocześnie zamknięta w złotej klatce rodzinnych oczekiwań. Jej historia pokazuje, że pieniądze i wysokie urodzenie nie gwarantują wolności ani ochrony przed przemocą.

Na plus zaliczam również retrospekcje, dzięki którym poznajemy przeszłość poszczególnych postaci i dowiadujemy się, co ukształtowało ich charaktery. Nie są to wyłącznie papierowe sylwetki potrzebne do przesuwania fabuły, lecz ludzie z własnym bagażem doświadczeń. Szkoda tylko, że nie wszystkich autorka potraktowała z podobną starannością.

Zaskoczyła mnie stereotypizacja zagranicznych bohaterów. Międzynarodowe grono uczestników wydarzenia na farmie przypomina momentami galerię narodowościowych karykatur. Angielka epatuje seksualną prowokacyjnością, Polak jest gburem, rasistą i oszustem, a Hiszpan i Włoch zdają się istnieć głównie po to, by prezentować swoje wdzięki i nieustającą ochotę na miłosne podboje. Oczywiście tacy ludzie istnieją pod każdą szerokością geograficzną, ale nagromadzenie tak oczywistych klisz zwyczajnie mnie zmęczyło. Tym bardziej że mówimy o międzynarodowym środowisku specjalistów, od których można oczekiwać nieco bardziej zróżnicowanych osobowości.

Mam też mieszane odczucia wobec sposobu, w jaki autorka pokazuje stosunek do arabskiego świata. Z jednej strony przekonująco przedstawia jego złożoność i przestrzega przed uproszczonymi ocenami. Z drugiej pojawia się wątek troski o to, co świat powie o Arabii Saudyjskiej, jeśli sprawa morderstwa nie zostanie rozwiązana. Rozumiem chęć pokazania, jak ważny jest wizerunek kraju, ale trudno mi zaakceptować sytuację, w której większym problemem wydaje się zagraniczna opinia niż sama zbrodnia i znalezienie winnego.

Nie obyło się również bez językowych osobliwości. Książkę czyta się szybko i płynnie – około 400 stron pochłonęłam w dwa wieczory. Doceniam przy tym archaizmy, które stanowią przyjemną odmianę od współczesnej, często dość schematycznej polszczyzny. Zdarzają się jednak konstrukcje, które potrafią wybić z rytmu. Powtarzające się „siedzenie na zmysłach”, oznaczające w kontekście bezczynność, było dla mnie szczególnie drażniące. Nie udało mi się znaleźć informacji, czy jest to regionalizm, kalka językowa, czy może po prostu autorski neologizm.

Największym rozczarowaniem pozostaje jednak warstwa kryminalna. Nie oczekiwałam koniecznie rozbudowanego kryminału proceduralnego, ale liczyłam na zagadkę, poszlaki i choćby namiastkę śledztwa. Tymczasem porucznik Faris głównie krąży między bohaterami, zadaje pytania, wysłuchuje kolejnych opowieści, a przy okazji wikła się w romans z jedną z podejrzanych. Trudno nawet powiedzieć, żeby jego działania realnie przybliżały czytelnika do rozwiązania zagadki. Sprawca zostaje ujawniony dopiero wtedy, gdy autorka postanawia odsłonić kolejne rodzinne tajemnice. Nie ma tu właściwie możliwości samodzielnego łączenia poszlak ani satysfakcji z odkrycia prawdy. Krótko mówiąc: więcej z kryminału znajdziemy chyba w „Szatanie z siódmej klasy”.

„Zbrodnia w hidżabie. Na książęcej farmie” to dla mnie książka nierówna, ale niepozbawiona zalet. Jako kryminału zdecydowanie jej nie polecam. Jako powieść obyczajowa, przedstawiająca arabskie realia i skomplikowane ludzkie historie, wypada bardzo dobrze. Doceniam obyczajową stronę powieści, ale kryminalna obietnica pozostała niestety niespełniona.

Ewa Jarosz

Tanya Valko, „Zbrodnia w hidżabie. Na książęcej farmie”, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa, 2026.



Komentarze




Newsletter

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat