Kiedy w zeszłym roku Eurowizję wygrała Loreen, jedną z fanowskich teorii spiskowych była ta, wedle której wynik był ustawiony tak, aby Szwecja mogła z pompą świętować okrągłą, bo już pięćdziesiątą, rocznicę zwycięstwa Abby. Hipoteza ta podłamała się, gdy wyszło na jaw, że kwartet prawdopodobnie nie weźmie udziału w uświetnianiu tegorocznej edycji ESC. Ostatecznie upadła podczas emisji finału, kiedy zamiast muzyków na scenie pojawiły się tak zwane abbatary, jednak powiedzieć, że spotkało się to z mieszanym odbiorem, to tak, jakby nie powiedzieć nic.
Sama byłam mocno zdziwiona, założyłam, że to po prostu hologramy, obrazy wygenerowane komputerowo, być może z udziałem kontrowersyjnej sztucznej inteligencji (prawdę poznałam dopiero teraz, w trakcie czytania). W komentarzach tłumaczono, że muzycy po prostu nie chcą ze sobą występować i żadna kwota pieniędzy nie sprawi, że zmienią zdanie. Wówczas dotarło do mnie, że moja wiedza na temat zespołu, którego utwory może zanucić prawie każdy, wymaga solidnego uzupełnienia.
Okazją ku temu wydawała się lektura „ABBA. Melancholia undercover” Jana Gradvalla. Pisarz i dziennikarz muzyczny ma również na koncie oficjalny fotoalbum zawierający 600(!) zdjęć, jednak ten nie doczekał się polskiego wydania. Wspominam o nim, ponieważ w tej pozycji poza okładką nie znajdziemy ani jednego, co, jak sądzę, może być dla wielu dość rozczarowujące.
Warto również wspomnieć, że książka nie jest uporządkowana chronologicznie. Zaczynamy w zasadzie od końca, przedostatniego w karierze utworze i faktu, iż choć Abba oficjalnie się nie rozpadła, to jednak jej historia dobiegła już końca. Co więcej, rozdziały poświęcone poszczególnym członkom są rozrzucone po całości. Są to odpowiednio trzeci (Frida), dziesiąty (Björn), siedemnasty (Agnetha) i dwudziesty siódmy (Benny) z dwudziestu ośmiu rozdziałów, nie licząc podziękowań i spisu źródeł.
„ABBA. Melancholia undercover” zaklasyfikowano jako biografię, jednak jest to poniekąd biography undercover. Dla tych, którzy chcieli, jak ja, po prostu wypełnić luki, trudno się nie pogubić. Autor przeskakuje między datami, osobami i rozpoczętymi wątkami, czasem przeczytanie wielu akapitów nie dostarcza odpowiedzi na powiązanie ze słynnym zespołem. Czytamy bowiem nie tylko o Abbie, ale również historii i przeobrażeniom społecznym Szwecji, krajowej i międzynarodowej sceny muzycznej, subkulturach, orkiestrach tanecznych, tenisiście, śledziu, ptakach, alkoholu, imigrantach, Wietnamie i fanach.
Można powiedzieć, że Jan Gradvall jako nasz obeznany popukulturowy przewodnik prostą zdawałoby się trasę rozciąga, aby zahaczyć o wszystkie interesujące go punkty widokowe. Pytanie tylko, czy każdy z uczestników czytelniczej wycieczki jest na te wszystkie przystanki przygotowany, czy też może niektórzy woleliby krótszą, być może uboższą, ale za to mniej chaotyczną i wymagającą wyprawę.
Izabela Fidut
(izabela.fidut@dlalejdis.pl)
„ABBA. Melancholia undercover”, Jan Gradvall, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa, 2024r.
Komentarze