Dobre zdanie na temat książki Kamila Czyża trochę mnie zaskoczyło. Pierwsze wersy opowieści, z którą miałam przyjemność się spotkać, nie wywołały we mnie zachwytu. Zabłądziłam w opowieści autora. Przymykałam jednak oko na swoje zdezorientowanie i cierpliwie brnęłam w tym małym chaosie, którego doświadczyłam. I muszę przyznać, że było warto. „Aby dźwięk lutni rodził drzewa” jest napisana przepięknym językiem. Jeżeli miałabym wskazać na autora, którego sposób pisania stanowi niejako definicję kwiecistego języka, to byłby to właśnie Kamil Czyż – czarujący słowem w tak umiejętny sposób, z jakim chyba nigdy wcześniej się nie spotkałam. Wspaniale zobaczyć tak perfekcyjne zestawienia pojedynczych wyrazów. Bardzo miło pozazdrościć komuś takiego warsztatu pisarskiego.
Nie myślcie jednak, że książkę Kamila Czyża warto przeczytać wyłącznie dla bogatego języka autora. Na uwagę zasługują też „podane” w niej historie. Czyż nie pisze o żadnych „cudach”. Jego opowieści to samo życie. Właśnie dlatego jestem przekonana, że niemal każdy czytelnik utożsami się z nimi – przynajmniej w jakimś stopniu. „Aby dźwięk lutni rodził drzewa” to opowieści o rodzinie i o zdarzeniach codziennych, pospolitych, które nie wymagają większych tłumaczeń. Szczególny natomiast jest sposób ich przedstawienia. Bardzo podoba mi się obrazowe, niezwykle konkretne, a jednocześnie jakby „malarskie” zaprezentowanie historii. Dzięki temu podczas lektury byłam w stanie wtłoczyć swoje myśli w głąb opowieści i pozostać w niej na krótki moment, wstydliwie przyglądając się bohaterom książki zza najbliższej zasłony. Książka Czyża bardzo mocno zadziałała na moje zmysły – przywodząc na myśl nie tylko jasne obrazy, ale i zapachy, które definiują codzienność.
Alicja Swedura
(alicja.swedura@dlalejdis.pl)
Kamil Czyż, „Aby dźwięk lutni rodził drzewa”, Novae Res, 2022
Komentarze