Ach, jak trudno być nastoletnią czarownicą

Recenzja książki "W północ się odzieję".
Rozpoczynanie recenzji od wychwalania autora, w przypadku Pratchett’a jest już czystym truizmem, zatem oszczędzę tego sobie i czytelnikom.

Wspomnę jedynie, że najnowsza część opisująca przygody nieletniej czarownicy dostała już chyba wszelkie możliwe nagrody, w tym prestiżową Nagrodę im. Andre Norton oraz nominację do Mythopoeic.

„W północ się odzieję” jest kolejną powieścią z mini-cyklu traktującego o przygodach Tiffany Obolałej i jej niewielkich niebieskich pomagierów. Autor pokazał od podszewki dorastanie małej czarownicy wiejskiej do jej roli-gdy zaczynał się cykl, Tiffany była rezolutną kilkulatką uzbrojoną jedynie w wielką patelnię i dociekliwy rozum. Teraz jest szesnastoletnią panną, traktowaną jak równą sobie przez Babcię Weatherwax, co jak wiemy znaczy naprawdę dużo.

W chwili rozpoczęcia całej historii, Tiffany praktykuje już na pełnych obrotach. Codzienne życie czarownicy jest pracą na kilka etatów: nastolatka jest dla swoich podopiecznych lekarzem, księdzem, psychologiem, akuszerką, policjantem i sędzią. Bycie czarownicą zajmuje tylko niewielką część codziennych zajęć dziewczyny opatrującej staruszków i gotującej im zupę. Pisarz nie byłby jednak sobą, gdyby nie wprowadził wątku Wielkiego Zła, zagrażającego nie tylko naszej bohaterce, ale i jej małej społeczności. To nie pryszcze i brak zainteresowania ze strony chłopaków będą spędzały sen z powiek szesnastolatki, ale inkarnacja mocno wrednego łowcy czarownic, który zatruwa wszystkie umysły dookoła czarownicy, doprowadzając do licznych aktów agresji.

„W północ się odzieję” jest jedną z bardziej ponurych książek Pratchett’a: okrucieństwo samego łowcy czarownic wystarczyłoby zupełnie, by ta powieść nie nadawała się do czytania dla dwunastolatków, a mamy przecież jeszcze nastolatkę pobitą prawie na śmierć przez własnego ojca z powodu nieślubnego dziecka. Autor nie szczędzi swoim czytelnikom opisów ludzkiej głupoty i okrucieństwa. To naprawdę wyjątkowo mroczna bajka o dojrzewaniu do obowiązków i codzienności, do gorzkiej prawdy o innych ludziach i nas samych. Część wielbicieli Świata Dysku może być zaskoczona tym, jak ciemnymi barwami namalował tym razem Prachett swoją opowieść, ale mnie wyjątkowo przypadła ona do gustu. To prawdziwa powieść inicjacyjna, ubrana w fantastyczny kostium, mądra i przemawiająca do czytelnika w każdym wieku.

Małgorzata Tomaszek
(malgorzata.tomaszek@dlalejdis.pl)

Terry Pratchett, „W północ się odzieję”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2011



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat