Z czym, przede wszystkim, kojarzy się przeciętnemu czytelnikowi Afganistan? Zapewne wśród wielu luźnych skojarzeń królowałby islam, jako dominująca religia, walki zbrojne – zarówno te związane z radziecką interwencją, jak i te wynikające z wrześniowych ataków na WTC, no i już samo hasło wzbudzające dreszcz - talibowie. Taki jest też Afganistan w „Kobietach z Kabulu”, tylko widziany nie z perspektywy cudzoziemca, a dokładniej i głębiej – z perspektywy obywatelek tego targanego niepokojami kraju.
Choć bohaterek książki Gayle Tzemach Lemmon jest wiele, główną rolę w tej historii odgrywa Kamila. Młoda kobieta, która czerpała przyjemność z nauki, pragnąca w niedalekiej przyszłości zostać nauczycielką, zupełnie niespodziewanie zmuszona jest zrezygnować z marzeń, ukryć twarz za burką i podporządkować się nowym prawom wprowadzonym przez talibów, prawom wyjątkowo niekorzystnym dla kobiet. Konieczność życia w zamknięciu razem z dziewięcioma siostrami, dla których jedynym męskim towarzyszem i opiekunem jednocześnie był młodszy brat (bez którego na przykład nie mogły wyjść same z domu), mogło doprowadzić do obłędu, depresji lub do niekończących się domowych awantur. Kamilę jednak tak brutalne ograniczenie wolności zmotywowało do działania. Pragnąc zapewnić swojej rodzinie (a później także wszystkim tym, którzy potrzebowali pomocy) godne życie w kraju ubożejącym w zastraszającym tempie, Kamila rozpoczyna niebezpieczną grę w obchodzenie zakazów talibów, organizując pracę dla siebie i swych sióstr.
Gayle Tzemach Lemmon, prezentując w swojej książce codzienne zmagania afgańskich kobiet, ukazuje je w znacznie innym świetle niż większość tego rodzaju literatury. Kobiety z Kabulu nie są ofiarami, z pewnością też niewiele mają wspólnego ze „słabą płcią”. One każdego dnia dokonują bohaterskich czynów (niekiedy dla nas tak błahych, jak samodzielne wyjście z domu), kierując się głównie dobrem i troską o rodzinę. Gayle Tzemach Lemmon pokazuje czytelnikowi jeszcze jedną twarz patriotyzmu, takiego cichego, bez patetycznych słów i gestów.
„Kobiety z Kabulu” istnieją naprawdę. Gayle Tzemach Lemmon długo poszukiwała bohaterek, które zdecydowałyby się opowiedzieć publicznie swoją historię. To nie znaczy, że jest ich tak niewiele, a raczej uzmysławia, jak trudno jest kobietom wyjść z bezpiecznego cienia.
Choć opowiedziana przez Gayle Tzemach Lemmon historia zrobiła na mnie duże wrażenie, to momentami miałam bardzo ulotne przeczucie, że autorka nieco spłyca całą opowieść. Ponieważ jednak tych pozytywnych odczuć podczas lektury było nieporównywalnie więcej, książkę szczerze polecam.
Agata Podgajska
(agata.podgajska@dlalejdis.pl)
Gayle Tzemach Lemmon, „Kobiety z Kabulu”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2011
Komentarze