„Akademia Hanover” - recenzja

Recenzja książki „Akademia Hanover”.
Inne spojrzenie na powieść młodzieżową, która zaskakuje świeżością, choć nie ustrzegła się kilku błędów.

W ostatnich czasach literatura młodzieżowa stawia głównie na romans, wątki kryminalne i magiczne. Tym bardziej zaciekawiła mnie najnowsza książka Maddie Pawłowskiej, która podkreśla, że stworzyła ją, korzystając z komentarzy i sugestii osób, które zostały wybrane w konkursie zorganizowanym przez wydawnictwo Prószyński i S-ka. Czy autorce udało się scalić różnorodne pomysły w jedną całość? I czy elitarna szkoła to dobry wybór, by umieścić tam akcję powieści?

Sophie jest córką Polki, która od wielu lat pracuje jako sprzątaczka i zarządczyni w domu jednego z holenderskich bogaczy. Dziewczyna uczy się świetnie, osiąga najlepsze wyniki, ale zdaje sobie sprawę, że najbardziej elitarna uczelnia wyższa jest poza jej zasięgiem. Opłacenie czesnego przerasta jej możliwości. Dzięki wstawiennictwu pracodawcy matki Sophie, dziewczyna otrzymuje stypendium i drzwi elitarnej uczelni stają przed nią otworem, a razem z nimi liczne tajemnice, upiorne mury i stowarzyszenia. Jak dziewczyna poradzi sobie w tym snobistycznym środowisku, gdzie wszyscy zakładają maski?

Tym, co od razu przyciąga w książce „Akademia Hanower” to klimat. Autorka świetnie zobrazowała gęstą atmosferę tajemnicy, rywalizacji i walki o własne cele. Dwa przeciwstawne stowarzyszenia budzą niepewność, a chwilami nawet grozę. Solis i Noctis to końca pozostają dla nas tajemnicą, a ich działania budzą w czytelniku wiele wątpliwości. Na uwagę zasługują również główni bohaterowie, którzy od razu chwytają za serce czytelnika. Bezpośredniość, ambicja i siła dedukcji Sophie imponują, ale dziewczyna za murami akademii przeżywa również gorsze chwile – czuje się wyobcowana, gorsza. Zakompleksiona, pozbawiona braku pewności siebie Emily z Anglii w końcu odkrywa swoje drugie oblicze, a otwarty, emocjonalny, chętny do śmieszkowania Javier dzieli się mroczną tajemnicą z dzieciństwa. Sophie miota się również pomiędzy dwoma chłopakami – elektryzującym, tajemniczym Jamesem i zamkniętym w sobie przyjacielem z dzieciństwa Clemensem. Ich relacje są pełne subtelnych emocji, ale wydaje się, że pomiędzy niektórymi rodzi się prawdziwa przyjaźń, a może nawet coś więcej...

Powieść nie pozwala na nudę, bo bractwa ciągle stawiają przed naszymi bohaterami nowe zadania, które balansują na granicy moralności i czystości sumienia. Nad całą fabułą wisi również tajemnicza śmierć sprzed lat. Jest interesująco, ale chwilami schematycznie, a najbardziej rozczarował mnie brak domknięcia choćby jednego wątku. Wszystko pozostaje płynne, nieoczywiste i mimo że książkę czytało się przyjemnie, pozostałam z uczuciem sporego niedosytu, choć samo zakończenie uważam za jeden z mocniejszych akcentów całej fabuły. Szkoda, bo czułam w tej historii spory potencjał i mam nadzieję, że zostanie on wykorzystany w kolejnej części. „Akademia Hanover” powinna spodobać się miłośnikom młodzieżowych dramatów oraz osobom, które lubią historie o przekraczaniu własnych barier i ograniczeń.

Anna Wasyliszyn
(anna.wasyliszyn@dlalejdis.pl)

Maddie Pawłowska, „Akademia Hanover”, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa, 2025.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat