Rory Sutherland jest wiceprezesem agencji reklamowej Ogilvy oraz ekspertem ds. zachowań konsumenckich, trendów i wpływu Internetu. W książce o długim i pokrętnym tytule „Alchemia. Zaskakująca moc pomysłów, które pozornie nie mają sensu” przedstawia nam projekty, które mają w sobie ten nieuchwytny element pozwalający przekuć niestandardową, czy nawet absurdalną ideę w coś przynoszącego zamierzony skutek.
Jak dowodzi autor, od kiedy możemy się poszczycić mianem homo sapiens dokładamy wszelkich starań, aby w oczach innych osób za takiego właśnie uchodzić. W obliczu problemu logika jest pierwszą, a czasem również jedyną, formą szukania rozwiązań. Niestety, takie podejście jest ograniczające, a często również mylne i stanowiące przeszkodę na drodze rozwoju. Wyjście poza schemat i szeroko pojęta kreatywność wiąże się z ryzykiem porażki, ale czasem bez niej można popaść w stagnację lub uparcie tkwić w błędzie. Tak było np. kiedy Ignaz Semmelweis próbował nakłonić lekarzy odbierających porody do dezynfekcji rąk. Jego teoria została w środowisku odrzucona, a on sam umieszony w szpitalu psychiatrycznym, gdzie ostatecznie zmarł.
Z drugiej strony wcale jesteśmy tak rozumni, jak by nam się wydawało. Dużo rzeczy pociąga nas instynktownie z przyczyn, których sami nie jesteśmy w stanie wyjaśnić albo też wywołuje uczucia, nad którymi nie jesteśmy w stanie zapanować. Możemy uważać siebie za świadomych konsumentów, a tak naprawdę dzień w dzień nabierać się na sztuczki i wabiki marketingowców wpływające na naszą podświadomość.
Książka podzielona jest na siedem rozdziałów, przedmowę, wprowadzenie i wniosek o byciu mniej logicznym. Język określiłabym jako „półnaukowy”, jest tu trochę żargonu i pojęć specjalistycznych, które szarego laika mogą do zniechęcać i przytłaczać, ale jest również sporo lżej podanych ciekawostek, jak chociażby Steve Jobs i jego lęk przed guzikami. Nie wiem, czy to efekt uboczny czytania na raty, czy gawędziarskiego stylu, ale chwilami odnosiłam wrażenie, że autor wpadał w ciąg myślowy i pisał o tym samym na kilka różnych, mniej lub bardziej zawoalowanych sposobów. Książka posiada również sporo dziwnie oznakowanych przypisów. Czasem cały ich sens polega na wprowadzeniu elementu humorystycznego, ale, prawdę mówiąc, kiedy zmusza się nas do wielokrotnego zerkania w dół i powrotnego kluczenia po tekście, raczej skutkiem nie będzie uśmiech, a rosnąca irytacja.
Biorąc pod uwagę ww., myślę, że „Alchemia…” najbardziej przypadnie do gustu osobom zajmującym się zawodowo „sprzedawaniem” pomysłów, wizji, osób, czy przedmiotów i tym, których fascynuje niedoskonałość ludzkiego rozumu i postrzegania.
Izabela Fidut
(izabela.fidut@dlalejdis.pl)
Rory Sutherland, „Alchemia. Zaskakująca moc pomysłów, które pozornie nie mają sensu”, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań, 2021r.
Komentarze