Tuż obok dostrzegasz broń z pewnością użytą do zastrzelenia ofiary. Twoją broń. Widać też pustą butelkę po alkoholu. Tak, to by wyjaśniało, dlaczego nic nie pamiętasz. Ale kim jest ta kobieta i do czego doszło minionej nocy?
Federico Axat sięgnął po prosty, ale ekscytujący punkt wyjścia, dodatkowo stawiając na protagonistę nieprzypominającego standardowego bohatera historii z dreszczykiem, czyli mającego dom, żonę i majątek do stracenia, gdy nagle zostaje praktycznie wrobiony w morderstwo. Tym razem jest to John Brenner. Dwudziestosiedmioletni niepozorny rysownik z blokadą twórczą i rozwodnik wciąż potykający się na drodze wychodzenia z alkoholizmu w jednym. Ma trzyletnią córkę, z którą niestety nie spędza tyle czasu, ile by chciał, a fakt ten z łatwością zrzuca na karb nowej relacji byłej żony. Pytanie pozostaje jednak bez zmian – kto i dlaczego z nim pogrywa w tak brutalny sposób? Czy tajemnicze sny z nieboszczką okażą się kluczem do rozwiązania zagadki? A może to nałóg Johna zakrzywia obraz rzeczywistości? Zanim poznamy ostateczną odpowiedź odbędziemy dramatyczną podróż w przeszłość oraz poznamy mnóstwo sekretów mieszkańców Carnival Falls.
„Amnezja” zaczyna się jak typowy kryminał / thriller, ale po drodze nieco zbacza z obranego kursu, aby powrócić do niego na wielki finał. To meandrowanie gatunkowe wbrew pozorom nie jest minusem. Autor zdecydowanie lepiej radzi sobie z poszerzaniem rysu charakterologicznego rodziny Brennerów w przerażająco smutnych retrospekcjach niż kreowaniem kolejnych zwrotów akcji, czy też wprowadzaniem niekoniecznie potrzebnych wątków i postaci. Miejscami miałam wrażenie, że gdyby odchudzić ich listę o 1/3, powieść nic by nie straciła, a jedynie zyskała. Biorąc jednak pod uwagę, że Federico Axat miłosiernie nie skazał mnie na oglądanie, jak na oczach czytelników epicko odradza się wielkie uczucie sprzed lat, jestem mu w stanie dobrodusznie wybaczyć nieco zbyt rozbudowaną plejadę bohaterów.
Mimo iż czytając zarys „Amnezji”, spodziewałam się czegoś innego, nie mogę powiedzieć, że jej lektura była czasem straconym. Są momenty rażące emocjonalnie, są i takie, w których musimy przymknąć oko na logikę. Tych drugich na szczęście nie ma aż tyle, aby odebrać nam na dobre przyjemność z czytania. Dzięki krótkim rozdziałom, mimo sporych rozmiarów, książkę wciąga się na raz. Na pochwałę zasługuje również jej efektowana okładka oraz pomysł zaprezentowanego na jej kartach leku. Nie chcąc spoilerować, napiszę tylko, że jest to wizja równie kusząca, co niebezpieczna.
Izabela Fidut
(izabela.fidut@dlalejdis.pl)
Federico Axat, „Amnezja”, Warszawa, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2020 r.
Komentarze