Wielka szkoda, że tak mało wiadomo “na pewnio” o autorze “Analfabetu”. On sam nie daje się poznać inaczej niż przez swoje teksty, bo nawet w słynnym już artykule Mariusza Szczygła na temat masturbacji postać Krasickiego pojawia się tylko w kontekście jego walki o prawo do swobodnej, niczym nieskrępowanej onanizacji. Najnowsza książka autora manifestu masturbacyjnego “Wal pókiś młody” to złożona z ponad 170 krótkich wzmianek pozycja odsłaniająca zarówno kulisy działania mediów tabloidowych, zdradzająca szczegóły spotkań z prawdziwymi artystami, jak również historia przekornego intelektualisty, który przyjmując tytuł króla masturbacji zapewniał rozrywkę erotyczną wszystkim pragnącym bodźców potrzebnych do samodzielnej stymulacji.
“Analfabet” to coś na kształt notesu z mniej i bardziej przemyślanymi notatkami różnej długości. Niektóre odwołują się do wspomnień z czasów pracy Krasickiego w erotycznych czasopismach, kupowanych tak chętnie w latach 90. przez fanów pierwszych powszechnie dostępnych nagich zdjęć oraz ociekających potem i spermą opowiadań. Inne to krótkie wspomnienia o przelotnych kochankach, z których zdecydowana większość była wyjątkowa. Jeszcze kolejne to migawki z nocy, podczas których liczyły się tylko papierosy i alkohol, a nieuchronnie zbliżający się kac nie musiał być stanem niepożądanym. To również dywagacje niemal czterdziestoletniego faceta bez etatu, który ślub wziął w czwartek tylko z przekory i nie może zapomnieć o pewnej przygodzie w Amsterdamie. Bo choć autor zaznacza, że w jego książce “nic nie jest prawdą, a jedynie ubarwieniem”, to jednak trudno rozerwać więź łączącą twórcę z dziełem, w którym niekiedy od niechcenia, a niekiedy całkowicie intencjonalnie Krasicki rzuca ochłapy opowieści o tym, kim naprawdę jest.
Czy warto sięgnąć po “Analfabet”? Jeśli czytaliście wcześniejsze dokonania Artura Krasickiego i oczekujecie solidnej dawki onanizmu i lubieżnej perwersji lub macie nadzieję na bardziej pikantne sceny niż te z bestsellerowego “porno dla mamuś”, to będziecie zawiedzeni. Szalenie modna i popularna wśród współczesnych twórców antyestatyka w wykonaniu Krasickiego jest wyjątkowo intrygująca. Twórca, który od środka poznał mechanizmy manipulacji informacjami i był autorem wielu sensacyjnych nagłówków czołowego tabloidu, jednocześnie głęboko gardzi sztucznym światem w świetle reflektorów, nie podąża za panującymi modami, nie stara się przypodobać na siłę. Już nie. Jego wybitny talent obserwatorski sprawia, że niemal każde przekleństwo wydaje się na miejscu, a postępowanie wbrew powszechnie utartym schematom jest w głęboki sposób uzasadnione.
Krasicki pisze tak, jak żyje - intensywnie, hedonistycznie, ale jednocześnie nie zachowuje się już jak zbuntowany nastolatek szukający własnej tożsamości. Dlatego “Analfabet” jest tak dobrze napisany, eklektyczny, lecz spójny, obrazoburczy, choć nie bardziej szokujący niż nagłówki tabloidów. Wielu przedstawicieli świata mediów i kultury znajdzie w tej książce bardziej lub mniej pochlebne opinie na swój temat, niektórych może urazić znalezienie się pomiędzy impresją na temat ulubionych papierosów i „bycie pionierem jest przejebane”. Jeśli jednak nie przeszkadza Wam dosadne słownictwo i ostry styl, to możecie spodziewać się drapieżnej lektury o tym, że są światy, w których nie ma alfabetu – jest „Analfabet”.
Michalina Guzikowska
(michalina.guzikowska@dlalejdis.pl)
Artur Krasicki, „Analfabet”, rozpisani.pl, Warszawa 2014
Komentarze