Ani zabawne, ani inteligentne obrażanie kobiet

Recenzja książki "Zołza z piekła rodem. Poradnik narzeczonej".
Dawno już nie czytałam książki, która zarazem by mnie znudziła, zirytowała i zatrwożyła bezmiarem zawartych w niej głupot.

Zamiast „Zołza z piekła rodem...” powinna ona nosić tytuł „Jak znienawidzić kobiety. Stek bzdur, który sprawi, że nigdy z żadną się nie zwiążesz.”

Mam partnera, jestem kobietą, układa nam się całkiem nieźle, ale czemu nie miałoby być lepiej, pomyślałam sobie i z zainteresowaniem sięgnęłam po „Zołzę z piekła rodem” z jakże mylącym podtytułem „Poradnik narzeczonej”.  Moje rozczarowanie było jednak coraz bardziej srogie, kiedy zaczęłam trafiać na takie perełki jak ta z rozdziału Narzeczona z piekła rodem i... rozrywka. Cytuję - „ Miej na uwadze, że kobiety, z natury leniwe i pozbawione inicjatywy, chcą podpatrywać mężczyzn i uczyć się od nich, żeby stać się wykształconymi damami. Jeśli chcesz utrzymać związek z diablicą (ludzie lubią różne rzeczy), to ciągle ją czegoś ucz. Tematów ci nie zabraknie, ona na niczym się nie zna”. Rzeczywiście trafna porada, a jeśli to miał być żart (o wiele więcej takiego błyskotliwego poczucia humoru znajdziemy na niemal stronie), to jak dla mnie ubaw rzeczywiście aż po pachy, ha, ha ha!

Każdy ma wady mniejsze i większe, kobiety nie należą w tej dziedzinie do wyjątków, ale autorka (jeśli rzeczywiście jest kobietą, a nie jakimś typem frustrata bez charakteru), w swoim „poradniku” skupiła się tylko na tym, żeby wytknąć płci pięknej wszystkie możliwe błędy. I to wcale nie w postaci konstruktywnej krytyki, a w złośliwy i obraźliwy sposób. Po pierwszych kilku rozdziałach łudziłam się jeszcze, że to jakaś przewrotna konwencja albo głupi żart..., cóż bardzo się pomyliłam. Naprawdę nie ma co liczyć na to, że znajdziemy tu jakąkolwiek sensowną poradę, a rzekomo „autentyczne” przykłady przytoczone w „Zołzie...” są tak absurdalne i idiotyczne, że nawet jeśli zdarzyły się naprawdę nie są to typowe sytuacje, z którymi przyjdzie nam się łatwo utożsamić.

Jeśli widzę jakikolwiek sens w tym, że przeczytałam tą książkę, to tylko w tym, żeby ostrzegać przed jej czytaniem! No chyba, że jesteście mizoginami, wtedy jest szansa, że lektura sprawi wam chociaż odrobinę przyjemności, kto wie, może nawet przyprawi o uśmiech. Dobrym targetem tej literatury będzie też facet, który rozczarował się na płci przeciwnej. Na pewno czytając powetuje sobie wszelkie niepowodzenia i wreszcie będzie miał na kogo zwalić winę za wszystkie problemy w związku...

„Zołza...” nie ma nawet 200 stron, ale przebrnęłam przez nią z trudem. Naprawdę, szkoda drzew na papier. Ta książka, to intelektualne dno i nadaje się tylko do przerobienia na papier toaletowy, wtedy trafiłaby tam, gdzie jej miejsce – prosto do kanału!

Aleksandra Buba
(aleksandra.buba@dlalejdis.pl)

Clara Haro, „Zołza z piekła rodem. Poradnik narzeczonej”, Bellona 2011



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat