Do „Minimalizmu po polsku” podeszłam z rezerwą. Zazwyczaj unikam pozycji w stylu poradników ze wskazówkami, które mają odmienić moje życie. Tym razem postanowiłam zaryzykować. Początkowo moje konsumpcyjne „ja” buntowało się przy czytaniu. Jak to, miałabym wyrzucić moje ukochane czerwone szpilki? Co z tego, że praktycznie w nich nie chodzę. Albo pozbyć się zdobionego świecznika od przyjaciółki? To nic, że zawsze klnę, gdy po raz kolejny przewracam go przy sprzątaniu. Przy pierwszych stronach tej książki myślałam „droga autorko bredzisz”. Dopiero później uświadomiłam sobie, że Mularczyk-Meyer pisze naprawdę z sensem.
O minimalizmie myślimy ze strachem. Trudno jest pozbyć się przedmiotów, które gromadziliśmy przez lata. W książce słusznie podkreślono, że skłonność Polaków do chomikowania jest wypadkową doświadczeń historycznych. Nasz naród szuka rekompensaty za czasy PRL-u, kiedy towary w sklepach były na wagę złota. Mularczyk-Meyer zwraca uwagę na słynny rozdźwięk między wschodem, a zachodem. Ten drugi czasy ogłupiającego konsumpcjonizmu ma już za sobą. Zagranicą coraz więcej ludzi myśli o tym, by żyć wolniej i oszczędniej. A czym dla nas jest minimalizm? Według autorki wiele osób myśli o tym pojęciu w stereotypowy sposób. W stylu życia minimalisty wcale nie chodzi o to, żeby pozbyć się wszystkiego i zostać ascetą. Cel jest nieco inny. Mamy z ludzi ogłupionymi reklamami stać się konsumentem świadomym. Takim, który kupuje tylko to, czego naprawdę potrzebuje. Autorka przekonuje, że dzięki minimalizmowi zrobimy nie tylko porządek w domu, ale także poukładamy swoje finanse, znajdziemy czas na dawno zapomniane pasje i zwolnimy swoje życie z biegu do marszu.
Niektóre rady z książki przypadły mi do gustu, inne zdecydowanie odrzucę. Zmianę pracy na mniej płatną, albo całkowite zrezygnowanie z życia zawodowego, uważam za średni pomysł. Stabilność finansowa jest dzisiaj ważna, bo oznacza bezpieczeństwo. Nie przekonało mnie także minimalistyczne pakowanie walizki. Wolę w podróż zabrać własny płaszcz przeciwdeszczowy i lekarstwa niż pożyczać, albo narażać się na ból zęba, czy przemoczenie. Zgadzam się z autorką, że żyjemy zdecydowanie za szybko i za mało czasu poświęcamy rodzinie. Minimalizm może pomóc to zmienić, ale modyfikacja nie nastąpi szybko. Ważne, by z lektury Mularczyk-Meyer wynieść to, co dla nas najbardziej cenne i małymi krokami starać się przeorganizować swoje życie.
Do czego zmobilizowała mnie lektura „Minimalizmu po polsku”? Przede wszystkim do zrobienia porządków i pozbycia się rzadko używanych rzeczy. Na pewno będę też częściej myślała nad pochopnym wydawaniem pieniędzy. Autorka słusznie zauważa, że minimalizm nie jest dla każdego, ale tym wszystkim, którzy chcieliby spróbować żyć wolniej i prościej polecam tę książkę.
Ilona Kowalska
(ilona.kowalska@dlalejdis.pl)
Anna Mularczyk –Meyer, „Minimalizm po polsku, czyli jak uczynić życie prostszym”, Black Publishing, Wołowiec 2014
Komentarze