Antyporadnik wychowywania dzieci

Recenzja książki Nicoli Kraus i Emmy McLaughlin Powrót niani.
„Powrót Niani” to kontynuacja powieści „Niania w Nowym Jorku.” Książki, która nie wiedzieć czemu, w krótkim czasie, stała się światowym bestsellerem.

Obraz rodziny dysfunkcyjnej widziany oczami opiekunki do dziecka. Gorzka prawda o świecie, w którym dzieci traktowane są jak przedmioty, a rodzice nie potrafią okazywać uczuć. Temat ważny, a jakże. Tyle, że pokazany jednostronnie, subiektywnie i dokonujący niewłaściwych podziałów.

Amerykanie lubują się w książkach, które wyszydzają snobistyczne życie bogatych oraz pokazują nieuchronny wpływ mamony na życie rodzin, balansujących na pograniczu ogniska domowego a potrzebnej kontroli opieki społecznej. Dzieciom bogatych żyje się lepiej? Nic bardziej mylnego. Nie trzeba kontrolować takich rodzin, bo żyją w dostatku? Nic bardziej mylnego. Żadne pieniądze i szkoła z internatem nie są w stanie zapewnić dzieciom zdrowego podejścia do życia.

Nicola Kraus i Emma McLaughlin zdecydowały się wydobyć na światło dzienne, problem niewłaściwego traktowania dzieci. Brak pieczy rodziców, podążających za złudnymi marzeniami o bogactwie, spędzających gro czasu na zakupach, bankietach, siłowniach, pogaduszkach z przyjaciółmi i innych banialukach, powoduje trwały uszczerbek na psychice ich potomstwa. Totalny brak zainteresowania, wynagradzany coraz droższymi prezentami, osiągnie na którymś etapie życia apogeum, który z siłą tsunami, zniszczy rodzinę a relacje ojciec-syn, matka-córka pozostaną tylko bladym wspomnieniem.

O tym właśnie jest druga część przygód Nan Hutchinson, byłej niani, obecnie mężatki, remontującej ruderę, mającej stać się domem jej marzeń oraz właścicielki firmy konsultingowej. W wyniku zbiegu okoliczności, los ponowne stawia ją oko w oko z rodziną Państwa X, choć słowo rodzina, to wobec nich wielkie nadużycie.

Niestety, narażę się pewnie na krytykę miłośników Nan Hutchinson, ale…nie lubię tej bohaterki, a jej zachowaniom i decyzjom, nie wystawię pomnika. Niby nic jej nie brakuje, jest normalną kobietą, córką, żoną, przyjaciółką, bizneswoman, lecz czegoś brakuje tej postaci. Czegoś, co wyróżniałoby ją spośród innych. Jej największą wadą jest brak stanowczości. Ona nigdy nic nie rozumie, nie jest pewna własnej wartości, cały czas stawia pod znakiem zapytania swoje umiejętności i wykształcenie. Nie wie, co powiedzieć i kiedy, nie radzi sobie w relacjach z ludźmi, których często po prostu się boi. To wszystko sprawia, że jej postać staje się karykaturalna. Taka, którą zdecydowanie nie chcielibyśmy się stać. Wolimy bowiem silne, niezależne kobiety, które jeśli już podejmą się pracy z innymi ludźmi, to będą umiały zarządzać nimi tak dobrze, jak samymi sobą. Nan Hutchinson zdecydowanie tego brakuje. Nie ujmuję jej ogromnego serca, które niewątpliwie posiada i potrafi obdarzyć nim osoby potrzebujące miłości, ale jest to dla mnie postać absurdalnie naiwna, nieporadna życiowo i niepotrafiąca określić, czego tak naprawdę chce od życia.

Nie podoba mi się też podział, którego dokonały autorki książki, niegdyś nianie, na bogatych, wyłącznie złych i pozbawionych uczuć snobów oraz dobrych, choć biednych rodziców, którym zawsze pod górkę. Nie podoba mi się też przesłanie, które odczytuję między wierszami, że nianie zawsze są wspaniałe, dobre, dbające o cudze dzieci bardziej niż same o siebie, za co zawsze są obrażane, skrzyczane i niedoceniane. Czy taka naprawdę jest rzeczywistość? Czy naprawdę każdy, do kogo uśmiechnęła się fortuna, podpisuje z nią umowę na czas nieokreślony, że nie będzie kochał swych dzieci, nie będzie spędzać z nimi czasu i pozbędzie się ich tak szybko, jak tylko będzie mógł? Skąd więc biorą się ci wspaniali rodzice, żyjący w skrajnej biedzie i wysyłający swe potomstwo po alpagę i papierosy? Albo z kolei, gdzie w świecie stworzonym przez Emmę McLaughin oraz Nicolę Kraus, miejsce dla tych niań, które biją dzieci, wyżywają się na nich, albo wręczają słodycze i każą cały dzień siedzieć cicho przed telewizorem? Świat nie jest tak czarno-biały, jak go namalowały. Owszem, są i tacy ludzie, są i takie problemy i naprawdę warto o nich mówić, ale fikcja literacka czasem sięga za daleko i ingeruje zbytnio w życie rodzinne, kształtując światopogląd, że jak człowiek majętny, to nie potrafi kochać. Nie stawiajmy pod pręgierzem oskarżeń wszystkich rodzin, których dochód miesięczny brutto wynosi ponad 30 tys. zł. Pieniądze mogą rozleniwić i zmienić człowieka, ale pamiętajmy, że osądzić jest czasem zbyt łatwo.

Ewa Podleśna-Ślusarczyk
(ewa.podlesna@dlalejdis.pl)

Nicola Kraus, Emma McLaughin, „Powrót Niani”(Nanny Returns), Wydawnictwo Znak, Kraków 2010


Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat