Tak naprawdę czytelnicy otrzymują bardzo świeżą publikację, ponieważ początek i koniec nastąpił odpowiednio 7 marca 2019 i 2020 roku. Zatem kilka miesięcy po ukończeniu pisania, można wziąć do ręki ten rodzaj prywatnego dziennika. „Anyżowe dropsy” nie są bowiem klasyczną atutobiografią ani wspomnieniami. To relacja z życia codziennego, w formie bardziej literackich opisów rzeczywistości niż szczegółowej kroniki. Autorka odkrywa się przed czytelnikami na tyle, na ile chce, oczywiście, ale daje nam całkiem solidny wgląd w swoje życie. Towarzyszymy jej w trakcie różnych podróży przez życie. Zarówno do ukochanej Grecji w celu wypoczynku, szukania cichego mieszkania jak i w trakcie przygotowań do kolejnych filmów czy szycia kreacji u znanego projektanta mody. Wgryzamy się w tą rzeczywistość, może nieco różniącą się od tzw. przeciętnego Kowalskiego ale wypełnioną w sumie wieloma podobnymi rzeczami. Dążeniem do równowagi, kreacji, świadomego przeżycia życia.
Wielu widzom Aleksandra Konieczna była bardzo długo znana jako aktorka teatralna oraz serialowa. Największa sława, jeśli można tak powiedzieć, przyszła z rolami, które zaproponowano jej już po pięćdziesiątych urodzinach. Taki sukces ma całkowicie inny smak niż ten doświadczany dekady wcześniej. Z jednej strony jest bardzo doceniany, z drugiej nadal bywa momentami wręcz zaskakujący. W „Anyżowych dropsach” autorka i artystka dzieli się z czytelnikami swoim światem. Pisze o rzeczach lekkich, ale i ciężkich. Nie ma tu statecznych zdań definiujących jednoznacznie, jakie powinno być życie gwiazdy i przezeń postrzegane. Jest za to życie Aleksandry Koniecznej. Czasem zabawne, oderwane od szarej codzienności, czasem bolesne i zwykłe. Zawsze jednak pełne miłości do córki, Kochanego, rodziny z krwi oraz tej mentalnej, a także babci Julii, której zdjęcie wisi w honorowym miejscu. Oczywiście są też gale, rozdania nagród, zagraniczne podróże, rozmowy ze znanymi ludźmi. Całość jest napisana z jednej strony bardzo lekko, a z drugiej zawiera w sobie dużo tzw. mądrości życiowych i trafnych obserwacji. W książce znajdziemy również sporo zdjęć, zarówno z prywatnego jak i „oficjalnego” życia.
Dla mnie „Anyżowe dropsy” były bardzo sympatyczną lekturą. Czasem bardzo zabawną, a czasem poważną. Doceniam to, jak autorka docenia życie, doświadczenia, okoliczności i to jak trzeba wykorzystać dany nam czas. Po analizie dokonań aktorskich czytelnik może sięgnąć gdzieś indziej. W „Anyżowych dropsach” podąża razem z Aleksandrą Konieczną właśnie w ich (anyżowych dropsów) poszukiwanie.
Agnieszka Pater
(agnieszka.pater@dlalejdis.pl)
Aleksandra Konieczna, „Anyżowe dropsy”, Wydawnictwo Harde, 2020.
Komentarze