Nieco sceptycznie, ale z pełną dozą zapału zaczyna się czytać dobrze wydaną pozycję. Z nieskazitelnej okładki łypie na nas tytułowa mucha. Kwestie wydawniczą i edytorską można podsumować jako literacki standard. Przyzwoity druk, który nie zachwyca ale też nie wywołuje mieszanych odczuć, ot ni mierzi, ni grzeje. Gdyby oceniać książkę po okładce, nie wyróżniałaby się niczym szczególnym.
Apoloniusz, agent ubezpieczeniowy, który niespecjalnie przepada za swoją robotą, idzie odnowić polisę. Na miejscu poznaje kusicielkę Jolę i jest świadkiem zabójstwa, w którym uczestniczy tytułowy Konrad Z. alias Mucha. Zaczyna się banalnie? Z rozwojem sytuacji barwni bohaterowie i zwroty akcji, które wyrastają ni z tego, ni z owego budują niesamowity klimat powieści.
Fabuła gna, pędzi z prędkością światła. Tekst czyta się zadziwiająco szybko, bez zbędnych upiększeń literackich, prostym, ale nie prostackim językiem. Pełno tutaj przemyśleń filozoficznych głównego bohatera, przemycanych „żywych realiów” i całej gamy humoru. Autor naprawdę się postarał, by ten tekst był lekki i przyjemny.
Książkę „Mucha” Jacka Skowrońskiego chyba powinno się sklasyfikować jako komedio- kryminał, gdyż tylko to oddaje dokładnie to, co powinniśmy się spodziewać po tej pozycji. Z pewnością można ją polecić na zimowe, nudne wieczory.
Semko Bayer
(semko.bayer@dlalejdis.pl)
Jacek Skowroński, „Mucha”, Wydawnictwo Oficynka, Gdańsk 2010
Komentarze