Czternaście lat temu względem czasu akcji rozgrywającej się w książce doszło do zaginięcia Barbary Sikorskiej. Czternaście lat później detektywowi Kozakiewiczowi zostaje przydzielona sprawa morderstw młodych kobiet, których ciała brutalnie okaleczono w charakterystyczny sposób. Morderca wydaje się niezwykle ostrożny, gdyż nie pozostawia żadnych śladów czy świadków mogących pomóc w jego uchwyceniu, a wszelkie poszlaki okazują się niewystarczające lub nieprawdziwe.
Choć autor nie szczędzi sobie makabrycznych szczegółów zbrodni, nie trzeba obawiać się poetyckich opisów przestrzeni, których nie powstydziłaby się Orzeszkowa, a które tylko zbędnie przeciągałyby akcję. To nie ten gatunek. Otrzymujemy w zamian za to sporą dawkę specyficznego humoru uzupełnianego śląską „godką”, który próbuje zneutralizować okrucieństwo zdarzeń. Dodatkowy element prowadzonej narracji stanowią przeplatające ją fragmenty listów mordercy, które - poza urozmaiceniem akcji - pozwalają na próbę przeniknięcia w sferę psychiki sprawcy i kierujących nim motywów, chociaż te wciąż pozostaną nieuzasadnione, a cała historia – przerażająca.
Podczas lektury można natrafić na kilka potknięć kosmetycznych w trakcie korekty tekstu, w wyniku których pozostały nierozdzielone spacją wyrażenia przyimkowe i przysłówki, co jednak w ogólnym rozrachunku nijak nie zaburza odbioru treści.
Mimo dosyć niewielkiej objętości pozycji nie uważam, żeby opisywana historia została opowiedziana zbyt szybko, chociaż wciąż zastanawia mnie kwestia jednego z narzędzi zbrodni, którą może po prostu, niestety, przeoczyłam lub jej nie zrozumiałam. Sposób konstruowania fabuły i rozbudowywania kolejnych wątków, tajemnicze portrety postaci oraz umiejętność budowania napięcia i podsuwanie mylących tropów sprawiły, że do samego końca ani przez chwilę nie podejrzewałam sprawcy, a za winną uznałabym niewłaściwą osobę, co dowodzi, że autorowi udało się zwieść czytelnika, spełniając tym samym założenie powieści kryminalnej. Z jakiegoś powodu, nieco zrażona do polskiej twórczości, nie oczekiwałam od tej książki zbyt wiele, tymczasem „Archetyp” to bez wątpienia udany debiut literacki, który wcale na debiut nie wygląda i, jakby to powiedział jeden z bohaterów, chapeau bas, panie Mateuszu.
A gdyby tak jeszcze chcieć zinterpretować tytuł książki pod kątem jej zawartości i przesłania, odniosłabym go do pierwowzoru działań mordercy stanowiącego jego inspirację, gdy pierwszy raz posunął się do… No właśnie, do czego? I czy ta interpretacja jest słuszna? Przekonaj się sam/-a, a rozwiązanie sprawy zwali Cię z nóg.
Daria Korzep
(daria.korzep@dlalejdis.pl)
Mateusz Smogór, „Archetyp”, Novae Res, Gdynia, 2022
Komentarze