Uważam, że w dzieciach należy rozbudzać zainteresowanie światem już od najmłodszych lat, a następnie ciągle to podsycać. Wiadomo, że trzeba to robić z głową, by chęć zdobywania wiedzy właściwie sama kiełkowała. Stąd uważam, że wszelkie tytuły przeznaczone dla młodszych czytelników powinny być dobrze napisane i atrakcyjnie wydane. Czy „Astrofizyka dla młodych zabieganych” spełniła moje oczekiwania?
Książkowa nowość Tysona „Astrofizyka dla zabieganych” to przewodnik po wszechświecie w kolorowej i ilustrowanej wersji dla młodszych czytelników. Tradycyjnie już zostały postawione w niej pytania o materię, antymaterię i supernową. Autor postarał się też przybliżyć czytelnikowi, o co chodzi z perspektywą kosmiczną. Popularyzator nauki wziął się tym samym za popularyzowanie jej wśród najmłodszych. Starał się zrobić to z humorem, a napisany z pasją tekst urozmaicić zdjęciami i ilustracjami. Jaki to wszystko dało efekt?
Gdy tylko wzięłam książkę do rąk, zwróciłam uwagę na wydanie, bo oczywiście to istotny element w oczach młodych czytelników. Wygląda schludnie, nie przeraża natłokiem informacji czy grubością. Wiele ilustracji oraz zdjęć rozbija tekst podzielony na wiele rozdziałów. Został także urozmaicony pytaniami i odpowiedziami w specjalnie wyodrębnionych ramkach. Zdjęcia rozmieszczono adekwatnie do tekstu, ale w zasadzie jakby bez pomysłu. Ilustracje z kolei zrobiono symboliczne, jednak nie przeszkadzały. Wszystko to wygląda w miarę w porządku, chociaż zachwytu nie wzbudza.
Treść na szczęście prezentuje się znacznie lepiej. Co prawda stawianie prostych, wręcz banalnych czy śmiesznie ogólnych pytań i odpowiadanie na nie to taktyka oklepana w tego typu książkach, jednak tutaj sprawdziła się tym bardziej, że odpowiedzi wcale takie szablonowe nie były. DeGrasse Tyson za każdym razem zdaje się nieco wodzić za nos, podprowadzać i skłaniać do myślenia, zastanawiania się. Dopiero potem stawia fakt, tłumacząc i omawiając go. Robi wiele porównań z życia wziętych, co na pewno lepiej zobrazuje młodym osobom zjawiska, o których czytają. Autor zupełnie odciął się od podręcznikowego stylu, idąc bardziej w naukową gawędę. Książka ma odpowiedni poziom merytoryczny, nie wyszła lekceważąco. Zadziorne pytania w stylu: „Czemu patrzysz żabko zielona na głupiego fanfarona?” przełożyły się raczej na zaintrygowanie i uśmiech, a nie irytację. Co jakiś czas byłam nimi zaskakiwana, a odpowiedziami… w zasadzie trochę też. Szybko oczywiście załapałam konwencję, że one również mają wywołać uśmiech na twarzy, by potem porządnie wyjaśnić interesujące zjawisko. Połączenie powagi i takie mrugnięcia okiem do czytelnika niewątpliwie ułatwiają zapamiętywanie. Nie raziły - tak jak nie robiły tego wyrażenia z języka mówionego (czyli właśnie chociażby m.in. to „czemu” zamiast „dlaczego”). Wszystkie zabiegi tego typu uważam za uzasadnione i umiejętnie zastosowane.
Lektura bardzo mi się podobała. Wyszła tak uniwersalnie, że powinna zainteresować zarówno rzeczywiście młodych, dopiero poznających zagadkowy wszechświat, jak i tych siedzących już w temacie, będących młodych choćby tylko (aż?) duchem. Świetne pióro i poruszenie ciekawych kwestii bez wątpienia przełożyły się na uznanie, jakie budzi książka po przeczytaniu.
Kinga Żukowska
(kinga.zukowska@dlalejdis.pl)
Neil deGrasse Tyson, Gregory Mone; „Astrofizyka dla młodych zabieganych”, Insignis, 2019.
Komentarze