Może dlatego, ze Bokserka jest kobietą, która sama nie wie, czego chce od życia i siebie samej, balansuje pomiędzy Polską, Brukselą a Szwecją i tkwi w miejscu, z którego nie potrafi się ruszyć. Żyła w Polsce, ocierając się jednak chwilowo o Szwecję, przedwcześnie straciła Matkę, a pięcioletni związek z Michałem przekreśla, żeby zatracić się w ramionach żonatego mężczyzny. Ten związek też nie pozwala Lu osiągnąć spokoju. Bohaterka przeprowadza się za Bartem do Brukseli, a tam przechodzi kolejną próbę, z której wychodzi… z kolejnym mężczyzną. I tak w kółko…
Pewnego dnia Emilia wchodzi do sali, gdzie odbywają się zajęcia z boksu i poznaje całkowicie inny świat, w którym musi się od nowa odnaleźć. Przechodzi inicjację podczas zakładania taśm i rękawic bokserskich obcego mężczyzny oraz przybiera imię Lu.
I świetnie by było, gdyby ta inicjacja do czegoś prowadziła – do poznania siebie, do rozwiązania problemów, do uzyskania ładu i świadomości samej siebie. Nic takiego się, niestety nie dzieje, a Lu pozostaje bohaterką bezradną, zagubioną i nieuczącą się na błędach, a to sprawia, że denerwowała mnie jeszcze bardziej.
Nie da się zaprzeczyć – Emi jest osobą niesamowicie wyrazistą. Na tyle wyrazistą, że wszyscy inni bohaterowie „Bokserki” nikną w jej cieniu i stają się niewidzialni. Nawet Sprite, która jest mentorką i powierniczką Lu, ginie gdzieś pomiędzy problemami z życiem i seksualnością Emilii.
Plebanek świetnie wyczuła sytuacje – my, pokolenie trzydziestolatków, jesteśmy pokoleniem Nomadów – koczujemy, wędrujemy i nie mamy swojego miejsca w świecie. „Bokserka” idealnie wpasowuje się w obraz ludzi, dla których podróżowanie, zmiana miejsca zamieszkania, pracy czy w końcu emigracja jest rzeczą normalną. Emilia nie ma swojego miejsca na świecie, ale też tego miejsca nie chce znaleźć.
Niestety książka nie opowiada o niczym nowym, bo przecież powieści pseudoinicjacyjnych jest sporo. Bohaterek, które uciekają w świat seksu w poszukiwaniu swojej tożsamości – również. Trzy dni temu zakończyłam moją przygodę z powieścią Plebanek, ale wiem, że prędko po kolejną jej książkę nie sięgnę. W połowie byłam już zmęczona rozterkami dziecinnej i niezdecydowanej bohaterki.
Jako że „Bokserkę” słuchałam, a nie czytałam – słowo jedno muszę powiedzieć o samej formie audiobooka. To była pierwsza książka, którą słuchałam, ale na pewno nie będzie ona ostatnią. Anna Apostolakis początkowo mnie denerwowała swoim głosem, ale po chwili się do niego przyzwyczaiłam i nic już nie przeszkadzało mi we wsłuchaniu się w perypetie Lu. Jedyny minus zauważyłam w braku informacji, jak długo książka trwa, ale to jedynie niuans, o którym szybko zapomniałam.
Anna Otlik
(anna.otlik@dlalejdis.pl)
Grażyna Plebanek, „Bokserka”, Warszawa, Biblioteka Akustyczna, 2014
czyta: Anna Apostolakis
Komentarze