Jerzy Grobicki jest prostym bohaterem a właściwie antybohaterem. Nie można się oprzeć porównaniom do „Californication”. Jest seks bez zobowiązań, pieniądze z tantiemów i nieograniczone możliwości spędzania wolnego czasu. Kobiety zmieniają się, a znaczenie ma tylko ich wygląd i rozmiar biustu. Jest też porzucona żona, ale to przecież nie pasuje do życia pisarza, więc Grobicki czeka w zniecierpliwieniu na rozwód. Akcja toczy się bardzo powoli, sama historia nie przykuwa uwagi. Połowa książki to pisarskie życie znudzonego playboya. Temat braku wartości, już wcześniej pojawił się w „Pokoleniu Ikea” , a w tej książce sporo jest podobnych rysów.
Od początku towarzyszy takie oczekiwanie na kryzys tego wachlarza antywartości. I w końcu pojawia się diagnoza lekarska, która na początku nie wywołuje wstrząsu. Operacja tętniaka może być w końcu uznana także za zwykły zabieg. Ale wraz z chorobą możliwa jest przemiana bohatera w osobę, którą można polubić.
Kim właściwie jest Grobicki? Ojcem czwórki dzieci, pisarzem, mężem w separacji i kochankiem wielu. W tym wszystkim nie zagłębia się w emocje, wszystkich traktuje cynicznie i powierzchownie. Ma swój zamknięty i ekskluzywny świat. To „historia mężczyzny, który w nadmiarze wszystkiego odkrywa brak najważniejszego”. Prawdziwa opowieść zaczyna się od połowy książki i wtedy pojawia się brakujące poczucie humoru, a codzienne czynności w końcu ociekają sarkazmem i czarnym humorem. Grobicki zaczyna analizować dotychczasowe życie a akcja książki przyśpiesza. Od tego momentu książkę czyta się szybko, a sama historia w końcu przykuwa uwagę. Tylko czy taki nieuzasadniony zwrot uratuje opowieść i samego Jerzego? Niewątpliwie „Autora bestsellerów” warto posłuchać w wykonaniu Cezarego Pazury. Jego interpretacja jest żywa i prawdziwa, a on jako przebrzmiały playboy doskonale odgrywa swoją rolę. Na tym tle książka wypada nieco blado, a sam początek, niestety, nie zachęca do dalszej lektury. Druga połowa wciąga i nieco wynagradza czytelnikowi trud oczekiwania. Pojawia się nawet szansa na polubienie Grobickiego mimo drobnego uczucia fałszu w tej przemianie. To dobry początek powieści obyczajowej, być może druga część (jeśli się pojawi) będzie miała więcej głębi. Marcin Ciszewski jest jednak konsekwentny i prowadzi niezwykle spójnie bohatera wymyślonego od początku do końca. To polskie, niedopracowane „Californication” chociaż głos Cezarego Pazury skutecznie wypełnia brakującą treść.
Sylwia Wasin
(sylwia.wasin@dlalejdis.pl)
Marcin Ciszewski, „Autor bestsellerów”, Warbook, Ustroń, 2019.
Komentarze