„Autor bestsellerów” - recenzja

Recenzja książki „Autor bestsellerów”.
Polski Hank Moody w akcji. Podziwiamy i jednocześnie nienawidzimy współczesny polski show biznes. Co tym razem nas zaskoczy?

Jerzy Grobicki jest prostym bohaterem a właściwie antybohaterem. Nie można się oprzeć porównaniom do „Californication”. Jest seks bez zobowiązań, pieniądze z tantiemów i nieograniczone możliwości spędzania wolnego czasu. Kobiety zmieniają się, a znaczenie ma tylko ich wygląd i rozmiar biustu. Jest też porzucona żona, ale to przecież nie pasuje do życia pisarza, więc Grobicki czeka w zniecierpliwieniu na rozwód. Akcja toczy się bardzo powoli, sama historia nie przykuwa uwagi. Połowa książki to pisarskie życie znudzonego playboya. Temat braku wartości, już wcześniej pojawił się w „Pokoleniu Ikea” , a w tej książce sporo jest podobnych rysów.

Od początku towarzyszy takie oczekiwanie na kryzys tego wachlarza antywartości. I w końcu pojawia się diagnoza lekarska, która na początku nie wywołuje wstrząsu. Operacja tętniaka może być w końcu uznana także za zwykły zabieg. Ale wraz z chorobą możliwa jest przemiana bohatera w osobę, którą można polubić.

Kim właściwie jest Grobicki? Ojcem czwórki dzieci, pisarzem, mężem w separacji i kochankiem wielu. W tym wszystkim nie zagłębia się w emocje, wszystkich traktuje cynicznie i powierzchownie. Ma swój zamknięty i ekskluzywny świat. To „historia mężczyzny, który w nadmiarze wszystkiego odkrywa brak najważniejszego”. Prawdziwa opowieść zaczyna się od połowy książki i wtedy pojawia się brakujące poczucie humoru, a codzienne czynności w końcu ociekają sarkazmem i czarnym humorem. Grobicki zaczyna analizować dotychczasowe życie a akcja książki przyśpiesza. Od tego momentu książkę czyta się szybko, a sama historia w końcu przykuwa uwagę. Tylko czy taki nieuzasadniony zwrot uratuje opowieść i samego Jerzego? Niewątpliwie „Autora bestsellerów” warto posłuchać w wykonaniu Cezarego Pazury. Jego interpretacja jest żywa i prawdziwa, a on jako przebrzmiały playboy doskonale odgrywa swoją rolę. Na tym tle książka wypada nieco blado, a sam początek, niestety, nie zachęca do dalszej lektury. Druga połowa wciąga i nieco wynagradza czytelnikowi trud oczekiwania. Pojawia się nawet szansa na polubienie Grobickiego mimo drobnego uczucia fałszu w tej przemianie. To dobry początek powieści obyczajowej, być może druga część (jeśli się pojawi) będzie miała więcej głębi. Marcin Ciszewski jest jednak konsekwentny i prowadzi niezwykle spójnie bohatera wymyślonego od początku do końca.  To polskie, niedopracowane „Californication” chociaż głos Cezarego Pazury skutecznie wypełnia brakującą treść.

Sylwia Wasin
(sylwia.wasin@dlalejdis.pl)

Marcin Ciszewski, „Autor bestsellerów”, Warbook, Ustroń, 2019.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat