Mirka Jaworska zaserwowała czytelnikom książkę odważną, bo autobiograficzną, ale też książkę ważną i potrzebną. Medyczne opisy autyzmu to bardzo mała dawka wiedzy w zestawieniu z taką lekturą naznaczoną latami walki z chorobą dziecka.
Gdyby nie matczyna intuicja, która usilnie podszeptywała, że z małym Michałem coś jest nie tak, autorka zapewne znacznie później podjęłaby jakieś kroki, by zdiagnozować coś, co dotknęło jej syna. „Jakieś” i „coś” to właściwe słowa w obliczu tego, że w czasach, gdy na świat przyszedł Michał, o autyzmie wiedziano niewiele. Baczna obserwacja rozwoju dziecka, jego codziennych zachowań, zwyczajów kazały szukać, szukać i jeszcze raz szukać potwierdzenia i nazwania tego, co się dzieje.
„Syndrom czerwonej hulajnogi” porusza prostotą i emocjami, na które stać tylko matkę w obliczu walki o własne dziecko. W tym tkwi ogromna siła tej książki. To nie tylko opowieść o życiu z dzieckiem autystycznym, oswajaniu choroby, próbie poznania jej, zrozumienia i załagodzenia. To także świadectwo ogromnej matczynej miłości, która daje siłę, by toczyć z tą chorobę codzienną walkę. To lektura nie tylko dla rodziców, których dziecko dotknięte jest autyzmem, ale też dla wszystkich tych czytelników, w których struny wrażliwości jeszcze nie pordzewiały. Tą książkę powinni przeczytać również ci, którzy autystycznym dzieciom i ich rodzicom serwują pogardliwe spojrzenia i kpiące komentarze. Mirka Jaworska, bez wątpienia, serwuje im bowiem lekcję pokory.
Krótko mówiąc, to książka godna czytelniczej uwagi.
Katarzyna Stec
(kultura@dlalejdis.pl)
Mirka Jaworska, „Syndrom czerwonej hulajnogi”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2013
Komentarze