Główna bohaterka, która wydaje się alter ego autorki, to świeża rozwódka, która wraz z córką przeprowadza się z domku na przedmieściach do bloku. Wymarzonego mieszkanka w bloku dodajmy, bo Izabela wcale nie marzy o sielskim i anielskim domku z białym płotkiem. Ona zdaje sobie sprawę z tego, ze taki domek to przede wszystkim ciężka praca. I kiedy wydaje się, że wszystko jest na dobrej drodze, Iza poznaje Czarka (czarującego Czarka). Jest tylko jeden problem – jej nowy wybranek ma … żonę.
Iza jednak się zakochuje i choć zdaje sobie sprawę z beznadziejności swojej sytuacji – plącze się w układ 2+1. Murem za nią stają przyjaciółki, nastoletnia córka i wierna Saba.
Nawet się w niektórych momentach zastanawiałam, kto jest głównym bohaterem powieści – Iza i jej perypetie czy raczej przyjaźń dojrzałych kobiet? Kobiety bowiem spotykają się niezwykle często, dyskutują o wszystkim, obgadują wszystkich i razem starają się rozwiązywać wszystkie problemy. A oprócz tego spędzają masę czasu na forum. I właśnie te „wizyty w Internecie” doprowadzały mnie do szału. Były zdecydowanie niepotrzebne, odrywały od głównej akcji, a zanim udawało mi się przyzwyczaić do jednego stylu – ten już zmieniał się na drugi.
Często jest to zabieg bardzo fajny, takie pokazywanie życia bohaterów z dwóch perspektyw, ale Izabela Pietrzyk zrobiła to na tyle nietrafnie, ze zaważyło to na całej mojej ocenie powieści.
Nie ma co ukrywać – „Babskie gadanie” to powieść z gatunku chick-lit, czyli czytadło z dość niskiej półki, złożone z oczytanych motywów i schematów. Wśród głupich rozmów o ciuchach, kosmetykach, kuchni i wychowywaniu dziecka przewija się jeden i ten sam temat– jak mieć faceta, którego kochamy, a który ma żonę. Jak utrzymać go przy sobie, pomimo dzieci i innych przeciwności losu. W tym wszystkim zakończenie jest znane od początku do końca – co dodatkowo sprawiało, że książkę po 60 stronach miałam ochotę odłożyć i nie czytać dalej.
Fakt, zdarzały się pani Pietrzyk momenty, które przyprawiały mnie o płacz. Ale to płacz zdrowy, ze śmiechu. I choć było ich trochę, to nie ratują one, niestety, powieści, która nie oszałamia ani fabułą, ani językiem.
„Babskie gadanie” może się podobać. To typowa książka leżakowa, przy której się odpoczywa, nie trzeba przy niej myśleć, nie trzeba się zagłębiać w problemy bohaterów, a po dwóch dniach zapomina się o niej całkowicie. Ja jednak od powieści ostatnio potrzebuję chyba czegoś więcej, dlatego powieść Izabeli Pietrzyk ląduje na półce obok innej prozy, o której jutro zapomnę. Na pewno nie kupię kolejnej książki autorki.
Anna Otlik
(anna.otlik@dlalejdis.pl)
Izabela Pietrzyk, „Babskie gadanie”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2011
Komentarze