Lubię nieszablonowe pomysły na książki i komiksy, a także czarny humor, więc ciekawią mnie wszelkie nowości w takim klimacie. Mam jednak wrażenie, że robią się coraz krótsze i coraz bardziej wymuszone. Blabey nie przekonał mnie do siebie i wprawdzie po odcinek trzeci nie miałam zamiaru sięgać, ale trafił w moje ręce, toteż postanowiłam dać mu ostatnią szansę.
Pan Wilk i jego kumple powracają, tym razem zadzierając z niewłaściwą świnką morską. A ten mały, niecny futrzak niczego nie pragnie tak jak zemsty. Protagoniści walczą więc o przetrwanie, łącząc siły. Czyżby mieli wreszcie przestać próbować pożreć się nawzajem?
Proste ilustracje nie rażą, wydają się w porządku. Widać, kto jest kim na pierwszy rzut oka. Zaburzenia proporcji nie są za wielkie i wydają się uzasadnione. Kreska pasuje do konwencji.
Tekstu względem rysunku dodano nieco więcej, co wcale nie przytłacza. Fabuła… jakaś jest. Kolejno pojawiają się nowe sprawy, jak i stare kwestie, związane ze znanymi już bohaterami. Wpadają oni w tarapaty, które wydają się piętrzyć bez określonej przyczyny. Może za dużo chcę od czegoś takiego, jednak wolałabym, by w pewnych granicach absurdu nawet tego typu komiks się mieścił. Bohaterowie niby znaleźli się w nieoczekiwanej sytuacji, a jednak całość wydaje się straszliwie przewidywalna.
Z każdą stroną męczyło mnie, jak w każdy dymek autor próbował upchnąć coś szokującego i śmiesznego. Dało to efekt „wymuszonej głupawki”. Trudno mi orzec, czy to tylko i wyłącznie wina autora, czy także przekładu. Z całą pewnością mogę stwierdzić, że w porównaniu do dwóch poprzednich części czytanych w wersji anglojęzycznej, mało było tutaj gry słów (za co winić tłumaczenie). Komizm sytuacyjny, choć chwilami można się go było doszukać, stracił przez to swój atut. Rozmył się element zaskoczenia.
Proste, nieśmieszne teksty (bo żartami nie mogę ich nazwać) nawiązywały do stereotypów i niby je łamały, jednak w momencie gdy ani odrobina treści nie ma większego sensu, człowiek zaczyna się zastanawiać, czy i tak za wiele ambicji sam autorowi nie dodaje.
Przeczytawszy nie umiem powiedzieć, do kogo niby ma trafić ta książka. Ani nie jest to porywający komiks dla młodszych czytelników, ani dla starszych, którzy mogliby liczyć na np. dwuznaczne smaczki. Całość jest prosta i w swej prostocie… już nawet ani trochę nie jest śmieszna, a, niestety, lekko żenująca. Czytając, cały czas w głowie pobrzmiewało mi pytanie: „Po co?”. Zdecydowanie nie polecam.
Kinga Żukowska
(kinga.zukowska@dlalejdis.pl)
Aaron Blabey, „Bad Guys. Ekipa Złych Odcinek 3 Futrzak Kontratakuje”, Zysk i S-ka Wydawnictwo, 2020.
Komentarze