Bajka dla dorosłych?

Recenzja książki „Pufcio”.
Tomasz Bochiński popuszcza wodze swej fantazji, ze szkodą dla najmłodszych, za to ku uciesze ich rodziców.

Książek fantasy, autorstwa polskich pisarzy, nadal jest zbyt mało w księgarniach. A już takich bajek trzeba ze świecą szukać. Świetnie zatem, że oto pojawił się Pufcio, zabawny smok, żyjący w Krainie Potworów, równie „przerażającej” jak on sam.

Pufcio to notorycznie głodny smoczek, niezwykle ciekawski, skory do dziwnych znajomości oraz żądny szalonych wypraw. Pewnego dnia, decyduje się wybrać do Krainy Niepotworów, czyli do naszego świata, w którym poznaje niezwykłą Dziewczynkę. Razem z nią wyrusza w drogę pełną przygód, najeżoną niebezpiecznymi pomysłami Aguni, próbującą uwolnić np. zwierzęta z ZOO. Do dwójki bohaterów dołącza wkrótce kot Kiziak Miziak oraz psy Klopsik i Seter. Cała grupa postanawia powrócić wraz z Pufciem do Krainy Potworów, by uratować ją przed atakiem Wiedźm. Uwięzieni wraz z wiedźministkami w Zaczarowanym Lustrze, muszą wykazać się odwagą, przyjaźnią i poświęceniem, by powrócić do swoich bliskich.

Uwielbiany przeze mnie styl swobodnego słowotoku i pozytywnego przepływu myśli i wrażeń, czyta się u Bochińskiego z ogromną przyjemnością. Świetny kontakt z czytelnikiem, zabawa słowem, humor oraz ironiczne postrzeganie rzeczywistości, to kwintesencja dobrej lektury. I choć chciałabym w takim tonie kontynuować swoją wypowiedź, musi jednak pojawić się pewne „ale”.

Nie wiem bowiem, do kogo tak naprawdę Bochiński kieruje swą książeczkę. Trudno mi uwierzyć, że jej odbiorcami mają być kilkuletnie dzieci, ba! nawet kilkunastoletnie. Ta grupa wiekowa nie jest w stanie zrozumieć w pełni skrzących dowcipem opowiastek, metafor oraz odniesień do świata współczesnego. Słownictwo takie jak „ambiwalencja”, „parabola”, „mafiozbóje” czy „grinpisy”, pokazuje, że Bochiński pokłada trochę zbyt dużo wiary w umysły naszych kilkulatków. Nie do końca też dla nich będzie zrozumiany temat „wiedźministek” organizujących manify, czy zamiłowania mieszkańców Krainy Potworów do czytania „Gazety Wybornej”. Być może „Pufcio” miał być w zamyśle książką, do której będzie się powracało kilkakrotnie, dorastając do zrozumienia pewnych aluzji.

Patrząc z drugiej strony, dorośli mogą się przy tej lekturze nieźle ubawić (jeżeli komuś odpowiada oczywiście taki rodzaj humoru), co wynikać będzie z czytania tekstu ze zrozumieniem. Niestety, dla nich z kolei, fabuła, może okazać się zbyt prosta.

Trudno ocenić, jak zostanie przyjęty „Pufcio” przez najmłodszych czytelników. Warto jednak sprawdzić, jak nasze dzieci poradzą sobie z tym zabawnym, lecz i trudnym tekstem. A jeżeli będzie ich irytować nasz śmiech, zawsze mogą pójść wcześniej spać i nie przeszkadzać rodzicom w lekturze.

Ewa Podleśna-Ślusarczyk
(ewa.podlesna@dlalejdis.pl)

Tomasz Bochiński, „Pufcio”, Wydawnictwo ALMAZ, Tarnowskie Góry 2012



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat