Banalne starcie z życiem?

Recenzja książki „W poszukiwaniu siebie”.
Podobno pierwsza książka Eweliny Kłody „Niezapominajka” okazała się strzałem w dziesiątkę.

Czytelnicy zaczytywali się w losach rzuconej na głęboką wodę Izabeli. Nie znałam pierwszej części cyklu o młodej dziewczynie, ale w żaden sposób nie przeszkadzało mi to w odbiorze „W poszukiwaniu siebie”.

Do „Niezapominajki” musimy jednak chwilowo powrócić. W powieście poznajemy Izę, która po śmierci matki musi przenieść się do znienawidzonego dziadka, z którym bardzo trudno złapać jej wspólny język. Bohaterka buntuje się więc przeciwko wszystkim i wszystkiemu. „W poszukiwaniu siebie” rozpoczyna się w momencie, kiedy Izabela prowadzi normalne życie - mieszka z przyjaciółmi, pracuje w kawiarni i studiuje. W wolnych chwilach odwiedza dziadka i spotyka się z niemal idealnym Krzysztofem. Podczas zwykłych porządków na strychu, bohaterka odkrywa małe metalowe pudełko, które skrywa nigdy niewysłane przez matkę Izy listy do przyjaciela – wynika z nich jednoznacznie, że człowiek, którego Iza uznawała za ojca, wcale nim nie był, a prawdziwy rodzic żyje gdzieś w świecie i nie wie o jej istnieniu.

Bohaterka ponownie musi zmierzyć się ze swoim życiem, odnaleźć jego sens i odpowiedzieć sobie na pytanie, czego oczekuje od siebie i innych. Robi to w bardzo dziwny i denerwujący sposób. Izabela buntuje się, ucieka i podejmuje wiele irracjonalnych i głupich decyzji. Niestety, Iza nie wzbudza we mnie żadnych pozytywnych emocji – nie lubię jej i jej podejścia do życia. Denerwują mnie jej dziecinne decyzje i bardzo infantylne próby manipulowania swoimi znajomymi.

Kłoda zastosowała łatwy zabieg, czyli fabułę zamknęła w ramy pamiętnika pisanego przez główną bohaterkę. To sprawia, że czytelnik praktycznie od razu wchodzi w życie Izabeli i jej przyjaciół. Wszystkie informacje dostajemy z pierwszej ręki, ale ma to też pewne minusy – całe życie Izabeli poznajemy tylko z jednego punktu widzenia.

Można by się pokusić o stwierdzenie, że „W poszukiwaniu siebie” to powieść inicjacyjna o odnajdywaniu swojego miejsca na świecie, o dojrzewaniu do dorosłych decyzji i dorosłego życia, o próbie decydowania o sobie i przyjmowaniu konsekwencji podjętych decyzji. Trudno mi jednoznacznie ocenić, czy powieść Kłody to lektura dla młodzieży czy dla dorosłych. Dla mnie problemy głównej bohaterki są abstrakcyjne. Trochę wydumane i jakby wymyślone. Szkoda tylko, że w swojej powieści Kłoda nie napisała nic nowego – wszystko, co znajduje się w książce, już zostało napisane.

I chociaż powieść czyta się dobrze, to nie mam ochoty na dalsze powieści Eweliny Kłody, bo mam wrażenie, że autorka pisze o tym samym, co w „Niezapominajce”, zmieniając tylko trochę czas i okoliczności. Boję się, że jej kolejna książka będzie dokładnie o tym samym.

Anna Otlik
(anna.otlik@dlalejdis.pl)

Ewelina Kłoda, „W poszukiwaniu siebie”, Zysk i S-ka, Poznań 2013



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat