Studenci zbliżający się do końca swej edukacyjnej przygody, z przerażeniem odkrywający, że dyplom tak naprawdę nie przedstawia sobą większej wartości, wciąż stanowią spory odsetek absolwentów. O ile jednak w Polsce studia państwowe są bezpłatne, o tyle w Stanach Zjednoczonych sytuacja nie przedstawia się już tak różowo. Co roku setki młodych ludzi zmuszone są zaciągać kredyty, by móc podnieść swój poziom wykształcenia i przynajmniej teoretycznie zwiększyć swą pozycję na rynku pracy. Nie inaczej jest z głównymi bohaterami książki Johna Grishama.
Mark, Todd, Zola i Gordy rozpoczynają ostatni semestr prawa na uczelni o wdzięcznej nazwie Foggy Bottom (w wolnym tłumaczeniu mgliste dno, ale polecam sprawdzić slangowe znaczenie tego zwrotu). Ich przyszłość nie jest tak świetlana jak obiecywały zasłyszane na mieście opinie i kuszące obietnicami plakaty. Nie dość, że ze względu na niski poziom nauczania ich szanse na zdanie egzaminu zawodowego są niewielkie, to na dodatek sen z powiek spędzają im problemy rodzinne i wizja spłaty zadłużenia w łącznej kwocie blisko miliona(!) dolarów. Frustracja wynikająca z poczucia straty czasu i pieniędzy, dla niektórych okazuje się zbyt dużym obciążeniem psychicznym, dla innych przeradza się w szalony plan na szybkie wzbogacenie.
Przyjaciele decydują się porzucić swą znienawidzoną Almę Mater, a następnie pod zmienionymi nazwiskami w budynku, w którym mieście się tytułowy Bar Pod Kogutem, otworzyć siedzibę swej fikcyjnej kancelarii. Początkowo zamierzają zajmować się drobnymi przestępstwami typu przekroczenie prędkości albo jazda po pijanemu. Apetyt rośnie jednak w miarę jedzenia i z czasem postanawiają porzucić kryminalne płotki wyławiane na sądowych korytarzach na rzecz większych i poważniejszych spraw o charakterze medycznym i finansowym. Czy jednak udawanie prawników na dłuższą metę jest możliwe i czy zarobione dzięki kłamstwu fundusze zdołają zagłuszyć rodzące się, przynajmniej u niektórych, wyrzuty sumienia?
John Grisham w wyjątkowo obcesowy i nieatrakcyjny sposób próbuje przedstawić dwa problemy społeczne. Pierwszym są młodzi, czy raczej niedojrzali i naiwni ludzie niejako oszukani przez system. Preferencyjne przydzielanie pożyczek z założenia miało za zadanie podnieść ich kwalifikacje, nie napychać portfele właścicieli podrzędnych uczelni masowo produkujących niedokształconych specjalistów. Drugim jest wątek nielegalnych imigrantów. Byli studenci podający się za adwokatów mogą pracować bez zezwolenia za horrendalne stawki i śmiać się, że w razie wpadki dostaną co najwyżej grzywnę. Senegalscy przybysze mogą latami tyrać za najniższą krajową i z dnia na dzień zostać uznani za zbędnych członków społeczeństwa, których trzeba jak najszybciej pozbyć się z kraju.
Napis na okładce „Baru Pod kogutem” głosi: „Sprawiedliwość wreszcie zostanie wymierzona”. Ale czy aby na pewno? Dla mnie w kontekście zakończenia brzmi to trochę jak niesmaczny żart. Są słabe powieści, które ratuje wybuchowy finał, w tym przypadku nic takiego nie ma miejsca. Jeśli dorzucimy do tego papierowe postaci, paraspiskowy bełkot i mało wartką akcję, otrzymamy książkę idealną chyba tylko dla osób cierpiących na wywołaną upałami bezsenność.
Izabela Fidut
(izabela.fidut@dlalejdis.pl)
John Grisham, „Bar Pod Kogutem”, Warszawa, Wydawnictwo Albatros, 2018 r.
Komentarze