Fabuła
Dwoje ludzi, którzy nie powinni się spotkać. Przeciwieństwa się jednak przyciągają, a los ma swoje zdanie na temat naszego życia. Ola jest kobietą złożoną. W wielu kwestiach jest po prostu ciapą. Rozmazany makijaż, podciągnięta spódnica, czy psia kupa na bucie – tak, to ona. W życiu zawodowym układa jej się całkiem dobrze, ma dobrą pracę finansistki i duże mieszkanie. Kojarzy mi się troszkę z polską Bridget J, ponieważ z mężczyznami też ma pod górkę. Albo homoseksualiści albo nieodpowiedni. Nie inaczej było z Kamilem, który porzucił ją lata temu, a ona nadal leczy złamane serce.
Piotr za to jest człowiekiem sukcesu. Poważany biznesmen, który nie wie co znaczy słowo nie. Wszystko mu wychodzi, a kobiety lgną do niego jak pszczoły do miodku. Ubrania szyte na miarę, blask, kasa i przednie życie. Mężczyzna, jakiego chciałaby mieć każda kobieta.
Nieoczekiwany zbieg zdarzeń sprawia, że połączy ich coś, co tak naprawdę nie powinno się zdarzyć. Im dalej w las, tym gorzej jest wszystko odkręcić. Oboje chcą tego samego, ale nie wiedzą jak to osiągnąć. Czy uda im się porozumieć? Czy los ma racje i ta para powinna zostać ze są na zawsze?
Moim zdaniem
I na samym wstępie powiem, że spodziewałam się całkowicie czegoś innego, niż dostałam. Opis i okładka wskazują na erotyka. Takiego z prawdziwego zdarzenia. Po przeczytaniu wiem, że jest to typowa komedia z romansem w tle. Może sobie coś wyobraziłam, ale nie wydaje mi się. Taka komedia romantyczna przeniesiona z ekranu na papier. Nie twierdzę, że jest to zły tytuł, tylko że zwodniczo to wszystko wygląda.
Zderzenie dwóch światów w jednej powieści. Trąca trochę wtórnością, ponieważ ile razy spotkaliśmy się już z tym tematem? Wiele... Niezrażona, czytałam dalej, ponieważ każdemu trzeba dać szansę.
Ola jest księgową, która nie grzeszy urodą i taktem. Piotr to typowy dobry syn z górnej półki. Prowadzi własną firmę i powodzi mu się zacnie. I jak pisałam wcześniej, los jest pokrętny. Po mocno zakrapianej nocy, budzą się w razem w łóżku, z kacem mordercą oraz obrączkami na palcach. Tak, nasza para się pobrała. Na domiar złego nic nie pamiętają i muszą dociec co tak naprawdę się stało. Dalsza część książki to splot ciekawych sytuacji, perypetii z dawką śmiechu, która jest stonowana. Najbardziej się śmiałam podczas ich kłótni. Nie ukrywajmy, w takiej sytuacji nerwy biorą górę. Do tego odniosłam wrażenie, że bohaterowie wzajemnie się nakręcają i tylko czekają, gdzie wbić szpilę. Chcą rozwodu, ale nie jest to takie proste. Szczególnie, że informacja o ich małżeństwie obiega coraz więcej osób.
Bohaterowie są ciekawi, choć w wielu przypadkach płascy. Mimo, że autorka próbowała wyczarować między nimi pociąg seksualny, to ja go praktycznie w ogóle nie czułam. Bardziej jak para starych znajomych, która kiedyś coś do siebie czuła. Do tego ich charaktery są takie niezrozumiałe. Mam wrażenie, że dostałam za mało informacji o tym kim są Ola i Piotr. Zabrakło mi głębszego spojrzenia w ich charaktery. Jakieś myśli, czy odczucia. Wiem o nich to, co jest napisane z tyłu okładki. Nie wspominając już o postaciach drugoplanowych, które po prostu znikły. Jakby przyszli gościnie na jedną scenę, a potem out.
Wielkim plusem powieści jest jej humor, który przebija z każdej strony. Można śmiać się do rozpuku. Język jakim operuje autorka jest nieskomplikowany i łatwy w odbiorze. Zakończenie pozostawia spokój i koi nerwy, które pojawiały się podczas czytania.
Książka miała dobre zadatki, ale jej potencjał nie został dobrze wykorzystany. Jest niedopracowana, a luki fabularne biją po oczach. Książka dzieje się praktycznie jednowątkowo. Co najlepsze, nawet ten jeden aspekt nie jest dobrze dopracowany. Brakuje mi jakiś pobocznych historii. Czegoś więcej, z życia bohaterów. Taki elementów, które sklejają pojedyncze sceny. Kiedy już się czegoś dowiadujemy, to motyw jest ucinany, jak za pomocą noża. Szkoda, bo parę zdań więcej stworzyłoby ładną całość.
Polecam osobom, które wierzą w działanie przeznaczenia. W powieści widać to idealnie. Nie da się przed nim uciec. Dla fanów lekkiej literatury, kiedy chce się odpocząć od ambitnych pozycji. Nie jest to książka zła, ale z niewykorzystanym potencjałem. Będę miło wspominać czas poświęcony na jej czytanie.
Moja ocena: 3/6
Katarzyna Gnacikowska
(katarzyna.gnacikowska@dlalejdis.pl)
Justyna Luszyńska, „Będę czekać cała noc”, Gdynia, Novae Res, 2016 r.
Komentarze