Przystępując do lektury „Belcanto”, miałam duże oczekiwania. Świadomość tego, że zapoznam się z historią inspirowaną prawdziwymi wydarzeniami, uświetniła w moich oczach opisywaną pozycję bibliograficzną i automatycznie zbudowała we mnie swoisty sentyment do niej. Czy słusznie? Oczywiście, że nie. Zbyt wielkie oczekiwania stały się faktem i książka nieco mnie rozczarowała i nie dała tak dużej przyjemności, jakiej się spodziewałam. Nie oznacza to jednak, że nie ma nic do zaoferowania. Jest to ciekawa lektura, w której przedstawiono ludzkie słabości i kruchość siły człowieka – ukazane poniekąd w lirycznej formie. Nie prezentuje jednak nic odkrywczego, bardzo zaskakującego, co z całą pewnością zdynamizowałoby czytanie niemal czterystustronicowej książki.
Podoba mi się przystępny dla odbiorcy styl języka, jakim posłużono się w „Belcanto”. Na plus jest także precyzyjne budowanie napięcia, które skutkuje nagromadzaniem się wielu pytań dotyczących emocji przedstawionych w książce bohaterów. Dużym atutem jest również samo wydanie, a więc okładka – niewątpliwie zachęca do wgłębienia się w podawaną na talerzu historię.
Rzeczywiście powieść Ann Patchett jest o odnajdywaniu piękna w niespodziewanych miejscach (co zostało stwierdzone przez przedstawicieli New York Magazine, a następnie opublikowane na okładce „Belcanto”) i wyzwaniach, z którymi musi się mierzyć człowiek w zupełnie nowych dla niego okolicznościach, ale pomimo takiej tematyki (z pozoru zachęcającej) „Belcanto” nie zostanie przeze mnie zapamiętany. Przypuszczam jednak, że wynika to z mojego gustu jako czytelnika. Nie mogę więc stwierdzić, że opisywana przeze mnie lektura nie zasługuje na poświęcenie jej dłuższej chwili – jest ciekawa, choć nie porywająca.
Alicja Swedura
(alicja.swedura@dlalejdis.pl)
Ann Patchett, Belcanto, Znak Literanova, 2022
Komentarze