„Belgariada” to moje pierwsze zetknięcie z twórczością David’a Eddings’a. Nie znałam tego amerykańskiego pisarza fantasy ani nie słyszałam o jego słynnych sagach - „Malloreon” i „Belgariada”. Tym bardziej cieszy mnie, że książki wydane w Polsce około 2004 roku trafiły znów do księgarni z nowym nakładem i w nowej wersji. Początkowo bowiem „Belgariada” ukazała się w pięciu oddzielnych tomach; w nowym wydaniu wszystkie zostały połączone w jedną ponad 1200 stronnicową książkę. To zupełnie mnie nie zraziło, a wprost przeciwnie - od razu zachęciło do lektury.
Eddings w „Belgariadzie” wprowadza czytelnika w inny świat - w świat bogów i ludzi, świat magii, niezwykłych umiejętności i zdarzeń. Jednymi słowy w świat fantasy.
Bohaterem sagi jest Garion - młody chłopak mieszkający na farmie. Prowadzi on spokojne życie dzieciaka, którego wychowuje twardą ręką ciocia Pol. Los jego rodziców jest mu nieznany; wie tylko tyle, że oboje zginęli. Jak na dobrą książkę fantasy przystało Garion tylko z pozoru jest zwykłym chłopakiem. Sam powoli odkrywa, że nic nie jest takie normalne jak mu się zdawało. Ani on, ani jego ciocia, ani przybywający do nich w gości raz na jakiś czas włóczęga nie są „zwykłymi” ludźmi. Gdy wyrusza z nimi w podróż, stopniowo poznaje: siebie, najbliższych, otaczającą rzeczywistość i powoli nic już nie jest dla niego takie jak było.
Choć fabuła „od zera do bohatera” przewija się w wielu książkach o podłożu fantastycznym, nic nie stoi na przeszkodzie, by pojawiła się po raz kolejny. Garion i historia o nim jest naprawdę ciekawa. Główny bohater „Belgariady” i otaczający go ludzie są postaciami ciekawymi, posiadającymi niezwykłe umiejętności - od charakternej Pol, po intrygującego Baraka, czy z pozoru tylko nudnego Durnika. Eddings wymyślił ciekawe nowe rasy ludzi, nadając im odpowiednie cechy i dobrze przyporządkowując w historii. Magiczne umiejętności, które opisuje w powieści, może nie są niczym niezwykłym, ale mi do całej fabuły pasowały i nie raziły wcale.
Te 1200 stron czyta się naprawdę lekko (choć sama książka lekką nie jest), łatwo i przyjemnie. Wciągająca akcja, brak nudnych przeciągających się opisów i miejscami przekomiczne dialogi sprawiają, że dla mnie była to kolejna powieść z gatunku „jeszcze tylko jedną stronę”.
Nie jest to fantastyka ciężka ani „ambitna” przy której czytaniu trzeba mocno skupiać się, by nie pogubić się w wątkach, ale w literaturze jest i przecież miejsce na takie lektury. Trochę klimatu magii przed czy na zbliżające się Święta w postaci „Belgariady” David’a Eddings’a mogę śmiało polecić.
Anna Pytel
(anna.pytel@dlalejdis.pl)
David Eddings, Belgariada, Wydawnictwo Prószyński i Spółka, 2017
Komentarze