„Belgravia” - recenzja
Nieco mniej popularne jest jego oblicze pisarza, mimo, że „Belgravia”, to już trzecia powieść spod jego ręki.
Scenarzysta, aktor i pisarz po raz kolejny rozgrywa na naszych oczach historię bogatych nuworyszy wkradających się w szeregi, oburzonej tym, arystokracji. Londyn pod rządami królowej Wiktorii rozrasta się bardzo szybko, powstają nowe dzielnice takie jak tytułowa Belgravia, miejsca elitarne i luksusowe, gdzie toczy się akcja powieści.
Napędzana ambicjami rodzina kupiecka kontra wyższe sfery, to konflikt doskonale obrazujący sprzeczności targające XIX wiekiem. Fellowes oferuje nam wielowymiarowych bohaterów: żądnego zaszczytów kupca i jego rozsądną żonę. W kontrze do nich pozostają przedstawiciele arystokracji, tacy jak księżna Bellasis, wypowiadająca oskarżycielskie słowa: „Jest pani tworem nowej ery”, skierowane do swojej antagonistki. Ery, której istnienia nikt z wyższych sfer nie chce przyjąć do wiadomości, bądź stara się ją zbagatelizować.
Pisarz nie porzuca dobrze znanego nam tematu i wprowadza na scenę także służących, którzy celnie komentują życie swoich państwa. Akcję napędzają więc wydarzenia w trzech sferach: bogacących się parweniuszy, ustępującej im powoli pola arystokracji i ludzi spędzających większość życia „pod schodami”.
Każda z tych sfer ma swoje mniejsze i większe tajemnice, brudne sekreciki, które skrywane latami urastają do rangi skandali mogących zniszczyć czyjeś życie. „Belgravię” wypełniają w dużej mierze mocno niesympatyczne persony, traktujące innych wyłącznie w kategoriach użytkowych.
Wszystkim im przyświeca jeden cel: zdobyć więcej. Zaszczytów, pozycji, pieniędzy, koneksji. By to osiągnąć nie wahają się przed niczym, niezależnie od swojego statusu. To świat, w którym dobre uczynki obracają się przeciwko swoim twórcom.
Scenarzysta okazuje się być godnym naśladowcą Thackeraya, wyraziście rysując przed nami prawdziwe targowisko próżności, napędzane niezdrowymi ambicjami i destrukcyjnie wpływające na każdego, kto choć na chwilę zapuścił się w piękne ulice Belgravii.
Doskonale widać, że Fellowes świetnie czuje się w opisywanych klimatach, co pozwoliło mu po raz kolejny stworzyć wiarygodną i jakże wciągającą historię o ludzkich słabościach i niszczących namiętnościach, targających ludźmi niezależnie od epoki.
Małgorzata Tomaszek
(malgorzata.tomaszek@dlalejdis.pl)
Julian Fellowes, „Belgravia”, Marginesy, Warszawa 2016
Ostatnio dodane
- „Smerfy i Halloween. Świat Smerfów. Tom 5” – recenzja
- „Droga Kobiety” – recenzja
- „Potwory z archiwum. Mój rok grozy ze Stephenem Kingiem” – recenzja
- „Góralu, czy ci nie żal? Opowieść o zatraceniu” – recenzja
- „Demoniczne dwudziestolecie” – recenzja
- „Germinal” – recenzja
- „Yakari. Zemsta rosomaka. Tom 26” - recenzja
- „Życie z mindfulness” – recenzja
- „Inkluzja” – recenzja
- „Tajne sprawy chomiczki Zdzisławy. Misja omlety” – recenzja

Komentarze