„Bestiariusz japoński. Yokai” - recenzja

Recenzja książki „Bestiariusz japoński. Yokai”.
Czyżbym trafiła na demony tak piękne, że aż strach spuścić książkę z oczu?

Uwielbiam serię „Legendarz”, a zwłaszcza prace Witolda Vargasa, więc gdy tylko dostrzegłam tę  nowość, wydała mi się stworzona dla mnie. Interesuję się Japonią oraz tematyką demonów, potworów i bytów tego typu wszelakich. Byłam ciekawa, jak ilustracje tego autora zgrają się z zupełnie inną kulturą, bo w „Bestiariuszu słowiańskim” były niezwykle adekwatne.

Wydawca obiecuje, że w tej części „Bestiariusza” poznamy tajemnicze i magiczne zwierzęta, demony oraz duchy nazywane w Japonii yōkai. Stwory, które są częścią fantastycznego świata tego odległego kraju, należą do najbardziej przerażających na świecie. Autor przeanalizował wiele dokumentów, baśni oraz legend i odkrywa przed czytelnikami magiczny świat orientalnych istot o nadprzyrodzonych mocach.

Już sama estetyczna okładka świetnie oddaje temat. Całość wydania cieszy oko. Książka jest gruba i bogato wypełniona, jednak na pewno nie przeładowana. Szczegółowe ilustracje aż zapierają dech w piersiach. Wielkie i kolorowe, a jednak nie krzykliwe. Choć pokazują każdego demona i utrzymane są w podobnym stylu, przewracając kolejne strony nie miałam wrażenia powtarzalności. Zachwyciła mnie malarskość oraz linie charakterystyczne dla japońskich dzieł sztuki. Właśnie dziełem sztuki śmiało mogę nazwać prace Vargrasa, którego rękę wciąż (mimo tematyki, której wcześniej nie podejmował) można poznać z łatwością. Podoba mi się dlatego rozmieszczenie tekstu i obraz(k)ów na osobnych stronach. Wszystko to przełożyło się na poczucie, że to księga nie z tego świata.

Opisy pod względem treści w pełni satysfakcjonują. Nakreślają ogół wierzeń w yokai, a także przybliżają poszczególne demony. Napisane zostały tak, że czyta się z lekkością, szybko. Są interesujące, kładące nacisk na to, co najważniejsze, a dzięki temu łatwe do zapamiętania. To nie tylko ogólniki. Widać, że autor zgłębił temat wszelkich legend, podań i wierzeń, by następnie puścić wodze wyobraźni, świetnie oddając specyfikę każdego bytu w rysunku. Temat yokai nie jest mi obcy, a i tak sporo się dowiedziałam. Wiedza o nich jednak nie jest potrzebna, by czerpać z tego tytułu; wydaje się dla każdego. Choć pewne strony są dość mroczne, nie jest to horror. Raczej baśniowa encyklopedia.

Bestiariusz ten jest uporządkowany i czytelny. Nie trzeba go czytać po kolei, od deski do deski, ale niesamowicie wciąga, że sama nie chciałam przegapić choćby najkrótszego słówka czy detalu ilustracji. A jednak to, iż każdy yokai ma swoje miejsce sprawia, że można w dowolnej chwili do czegoś wrócić, coś odnaleźć.

A jest do czego wracać, gdyż publikacja zasługuje na wiele uwagi. Ktokolwiek choć trochę miał do czynienia z „Bestiariuszem japońskim. Yokai” na pewno się ze mną zgodzi: trudno byłoby to dzieło zapomnieć. Mimo to, nawet po przeczytaniu całości, ochota na ciągłe powroty i oglądanie nie mija. To nie tylko książka, ale album i, chyba nie będzie to nadużyciem, zjawisko.

Całość uważam za po prostu piękną, aż wzrok sam do niej leci. Mój przed, jak i po przeczytaniu, się do albumu kierował, jakbym podświadomie się bała, że to tylko sen, a cudo zniknie. Tytuł obowiązkowy dla miłośników albumów, zainteresowanych demonicznymi stworzeniami oraz Azją. Zarówno dla tych, którzy dopiero chcą zacząć zgłębiać temat, jak i siedzących w nim. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że to jeden z najlepszych tytułów cyklu „Legendarz”. Polecam gorąco.

Kinga Żukowska
(kinga.zukowska@dlalejdis.pl)

Witold Vargas, „Bestiariusz japoński. Yokai”, BOSZ, 2021.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat