„Bez powrotu” – recenzja

Recenzja książki „Bez powrotu”.
Ona miała narzeczonego, którego próbuje odnaleźć. On ma ją tylko doprowadzić na miejsce. Po drodze jednak wiele może się wydarzyć.

Jeśli wygląda to Wam na klasyczny romans, w którym główni bohaterowie wpadają sobie w oko od pierwszej chwili, to się nie mylicie. Ale od początku...

Olivia nie miała łatwego dzieciństwa. Dziś jednak jako majętna kobieta jest niemal w przededniu swojego ślubu. Marzy o rodzinie i spokojnym życiu. Jest jednak jeden drobny problem. Jej narzeczony zaginął gdzieś w Kolumbii. Olivia nie zamierza jenak przejść do porządku dziennego nad zniknięciem ukochanego (?) i wynajmuje detektywa, a następnie przewodnika, który ma ją do niego doprowadzić. Podróż nie będzie łatwa, bowiem Kolumbia boryka się ze skutkami trzęsienia ziemi i tsunami. Thomas, tajemniczy przewodnik, który niewiele mówi, ma swój własny cel w doprowadzeniu Olivii do narzeczonego. Nie spodziewa się jednak, że podczas tej podróży ich relacje i jego plan tak bardzo się skomplikują.

"Bez powrotu" Mii Sheridan to bez dwóch zdań opowieść napisana w harlequinnowym stylu. Między dwojgiem bohaterów iskrzy od pierwszego spotkania, oboje są dla siebie zupełnie wyjątkowi, a po jakichś trzech czy czterech dniach wędrówki pożądanie przeradza się w głęboką (choć jeszcze nie do końca uświadomioną) miłość. Powiedziałabym, że Olivii mało przeszkadza w tym wszystkim zaginiony narzeczony. To Thomas ma w związku z  tym nieco więcej skrupułów.

Żeby jednak nie było zbyt cukierkowo i mdło, Mia Sheridan pakuje naszych bohaterów w kilka naprawdę niespodziewanych przygód. Dzięki temu Olivia może pokazać się jako twarda, ale wrażliwa kobieta, a Thomas jako prawdziwy superbohater. Dziwnie zaczyna się robić, gdy nasza dwójka dociera do narzeczonego Olivii. Pogodziłam się z tym, że nie będzie realistycznie, ale jednak jak na taki, niemal sensacyjny, zwrot akcji, autorce zabrakło trochę miejsca. To znaczy znacznie lepiej by ten element historii się w nią wpasował, gdyby został dokładniej rozpisany. W książce jednak prześlizgujemy się przez ten wątek, by zaraz zagłębić się w emocjonalne rozterki naszej dwójki. I być może można byłoby uznać, że ta końcówka wprowadza do całej historii trochę głębi, ale jak dla mnie taki element na samym końcu nie był potrzebny i nadał całej książce cieżkości. Można było zostawić tę książkę na półce z lekkimi romansami do przeczytania w jeden wieczór (książka liczy niecałe 200 stron). I nikt nie mógłby mieć tego autorce za złe.

Tym, co najbardziej mnie zmyliło, gdy trzymałam w rękach "Bez powrotu" okazała się okładka książki. Gdybym miała kierować się tylko nią, pomyślałabym, że to opowieść o pierwszej, może nieco zbuntowanej, miłości nastolatków. Nie sugerujcie się więc okładkowym zdjęciem, bo ta opowieść o Olivii i Thomasie zaprowadzi was w zupełnie inne rejony.

AP
(biuro@dlalejdis.pl)

Mia Sheridan "Bez powrotu" Wydawnictwo Edipresse Sp z o.o., Warszawa 2021



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat