Cóż w takim razie począć, skoro „wszystko już było”? Okazuje się, że nie ma to jak powrót do źródeł, czyli Londynu z epoki wiktoriańskiej, kiedy to wampiry rozpoczęły swoją zawrotną karierę.
„Bezduszna” to jedna z tych książek, które czyta się przyjemnie nie tyle przez wzgląd na fabułę, co konwencję. Początkowo trochę ciężko przegryźć się przez stylizowany na epokę język książki, ale kiedy już się wejdzie w liczne konwenanse, wszelkie ochy, achy, rękawiczki, parasolki, fraki, przyjęcia i karykaturalny nieco świat londyńskiego towarzystwa z wyższej półki, zaczyna robić się naprawdę zabawnie.
Alexia Trabotti, tytułowa bohaterka, choć nie posiada duszy, to nie sposób odmówić jej temperamentu. Po ojcu Włochu odziedziczyła zupełnie nie angielską urodę, nieskromny apetyt i zupełnie nie przystojące damie zamiłowanie do książek i nauki. Ona sama niewiele sobie z tego robi, jak na czasy, w których przyszło jej żyć. Jest dziwadłem, a przez powyższe walory została przez swoją zapobiegliwą matkę skazana na staropanieństwo, zanim jeszcze weszła w wiek, nadający się do zamążpójścia.
Ale Alexia jednak bynajmniej nie jest ofiarą, co najlepiej udowadnia przypadkowo spotkanemu na przyjęciu wampirowi, pokonując (bo wszak jak zabić kogoś, kto już nie żyje?) go parasolką. Samo spotkanie z wampirem niespodzianką nie jest, bo w tej wersji epoki wiktoriańskiej, wampiry i wilkołaki nie kryją się przed światem, ba! - mają własną jednostkę policyjną, bywają na przyjęciach, a nawet są uznawane za świetną partię, tak jak postawny przywódca watahy - lord Maccon, w którego ramionach widziałaby się niejedna londyńska dama. Szczęście obcowania z tym dorodnym samcem przypadnie nikomu innemu tylko właśnie naszej uroczej Alexii, która posławszy nieumarłego do grobu, wplątuje się w o wiele bardziej zagmatwaną i niebezpieczną intrygę...
Przyznam, że nie spodziewałam się większych zaskakujących sytuacji, tymczasem w trakcie lektury śmiałam się niemalże w głos. Zwłaszcza, że oprócz wielce malowniczej Alexii, nie zabrakło innych równie popisowych charakterów jak np. jej obydwu młodszych sióstr, przyjaciółki Ivy o niecodziennym guście w kwestii nakryć głowy, wiekowego wampira lorda Akeldama o aparycji przywodzącej skojarzenia z Eltonem Johnem czy pociesznego naukowca MacDougalla.
W książce znajdzie się też coś dla wielbicielek mody - nader wylewne, ale nie męczące, opisy sukni, ale także problemów, jakich mogą nastręczyć damie liczne warstwy odzieży – halki, gorsety, turniury i liczne guziczki. Uśmiech nasuwa się na samo wspomnienie. Naprawdę, szczerze polecam
Aleksandra Buba
(aleksandra.buba@dlalejdis.pl)
Gail Carriger, „Bezduszna”, Prószyński i S-ka 2011
Komentarze