Zapewne nie do końca wiecie, skąd posiadacie tą informację albo jakie było jej źródło. Może gdzieś to przeczytaliście, a może powiedziała o tym koleżanka. Tymczasem jeśli bylibyście bardziej dociekliwi, mogłoby się okazać, że jest to informacja, której naukowa baza jest nie do końca prawidłowo zbudowana. Jednak nikt nie zamierza tego demistyfikować.
Beatrice Mautino w książce „Bez parabenów” pokazuje w jak trudnym środowisku porusza się obecnie konsument produktów kosmetycznych. Nawet, co autorka opisuje wielokrotnie na swoim przykładzie, osobie ze znajomością chemii, biotechnologii i kilku innych dziedzin. „Bez parabenów” nie jest biblią dla zwolenników eko-bio-organic produktów. Nie jest też poradnikiem ani nie publikuje listy produktów, które są bezpieczne albo lepsze od innych. Jest natomiast publikacją do której pisania bardzo rzetelnie podeszła autorka. Jednym z tematów są wspomniane chociażby parabeny. Mautino bardzo szczegółowo analizuje, skąd wzięła się pogłoska o ich szkodliwości. Wiem, że może to w tym momencie zburzyć przekonania wielu osób ale zasadniczo wykazuje, że po pierwsze badania które wykonano, a na które się powoływano wielokrotnie, nie są do końca miarodajnymi. Po drugie opisując cały proces, który zaskutkował powstaniem kosmetyków, w tym np. dezodorantów bez parabenów, można zaobserwować jak bardzo na różne nowości (pod każdym względem) czuły jest rynek produktów kosmetycznych. Przez to powstają różne mody, kolejne trendy albo produkty „nowej generacji”, których celem często nadal jest tylko jedno: zwiększyć sprzedaż.
Po przeczytaniu tej książki na pewno jesteśmy bogatsi w wiedzę, jak funkcjonuje rynek kosmetyczny. Dowiadujemy się także paru konkretów w zakresie wspomnianych parabenów, produktów z filtrami UV, szamponów z SLS czy silikonem oraz m.in. różnych zabiegów kosmetycznych. Możemy zaobserwować również jak działa cały rynek sprzedający dane produkty. I zdziwić się, jak to działa. W pewnym sensie „Bez parabenów” może być dla wielu osób kompletnym rozczarowaniem. Dowiedzą się bowiem, że parabeny mogą nie zagrażać ich życiu, podobnie jak silikon włosom, a kremy mające odmłodzić skórę albo zlikwidować słynny celulit, niekoniecznie są w ogóle w stanie w tym temacie jej pomóc. Bardzo ciekawa jest także część poświęcona współczesnemu rynkowi kosmetycznemu. Także temu jak np. Unia Europejska tworzy regulacje dotyczące dopuszczania produktów na rynku, a także tłumaczy dlaczego „cruetly free” albo „vegan” wcale nie do końca musi oznaczać całkowitą zgodność z oznaczeniem. Książka Beatrice Mautino (która sama jest naukowcem oraz publicystką popularyzującą naukę) to świetnie napisany tekst, w którym konsumentka z większą wiedzą na ten temat niż przeciętna osoba, pokazuje dlaczego tak bardzo złożony jest proces produkcji oraz kupowania nawet zwykłego mydła lub szamponu.
Również, według mnie, jest świetnym przykładem tego, w jaki sposób działa obecnie przetwarzanie informacji, których źródeł nikt nie sprawdza. Wynika to często z lenistwa (łatwiej jest coś skopiować) oraz trudności w wiarygodnej ocenie np. badań naukowych, a także po prostu z własnych przekonań. Z tego też powodu książka Mautino dla wielu osób może być niemiłym zderzeniem z tym, w co dotychczas wierzyli. Dla innych może być absolutnie racjonalnym wytłumaczeniem różnych wiadomości, wiedzy na temat składu produktów oraz trendów pojawiających się na rynku poduktów drogeryjnych. Moim zdaniem powinna się stać wręcz obowiązkową lekturą dla każdego!
Agnieszka Pater
(agnieszka.pater@dlalejdis.pl)
Beatrice Mautino, „Bez parabenów”, Wydawnictwo Literackie, Kraków, 2019 r.
Komentarze