„Bezcenny dar” – recenzja

Recenzja książki „Bezcenny dar”.
Co najcenniejszego można komuś ofiarować? Pieniądze? Sławę? Prestiż? Są dary znacznie bardziej drogocenne…

Chcąc obdarować kogoś bliskiego często zastanawiamy się co lubi, co mu się spodoba, czego jeszcze nie ma. Ten tok myślenia sprawdza się w przypadku poszukiwania prezentu urodzinowego czy gwiazdkowego. Co jednak, jeśli chcemy obdarować kogoś spisując swoją ostatnią wolę? Przede wszystkim trzeba zrobić rachunek sumienia – co takiego mam, czym mogę podzielić się z innymi?

Pan Stevens umarł. Ku radości chciwej rodziny, która nie mogła się wprost doczekać chwili, gdy będzie mogła podzielić się jego majątkiem, ostatnia wola zmarłego bezrefleksyjnie zadowoliła każdego. No, prawie każdego. Jason Stevens, wnuk brata pana Stevensa, nie otrzymał od razu swojej części spadku. Ma mu ona przypaść w udziale dopiero za rok. Spotykając się co miesiąc ze starym prawnikiem rodziny (przyjacielem zmarłego i zarazem narratorem powieści), ma wypełnić zadania pozostawione przez wuja i tym samym przybliżać się do swojej części spadku.

Jason od samego początku do samej idei wypełniania ostatniej woli wuja nastawiony jest bardzo sceptycznie. Buntuje się i nie chce podporządkować się narzuconym zasadom. Z czasem jednak odkrywa, że każde zadanie uczy go czegoś innego.

Jim Stovall, autor książki, wybrał 11 darów, których nie da się wycenić. I tak, razem z głównym bohaterem i prawnikiem wyruszamy w podróż w głąb siebie, aby odkryć, ile z tych darów my także doceniamy i odnajdujemy na co dzień.

„Bezcenny dar” Jima Stovalla przyrównać można do krótkich przypowieści z morałem, z których każda dotyczy innego daru. I tu kryje się jedyny zarzut, jaki mogę postawić tej książce: z poszukiwania odpowiedzi na pytania pozostawiane przez zmarłego i z odkrywania istoty poszczególnych darów można było wyciągnąć znacznie więcej, przez co książka mogłaby zyskać na głębi i zmusić czytelnika do refleksji. Jednak schematyczność rozdziałów i skrócenie ich objętości do minimum sprawia, że znacznie łatwiej jest prześlizgnąć się przez nią i staje się ona mniej zapamiętywana. A szkoda, bo to naprawdę piękna, prosta historia o tym, co w życiu ważne i co jest naszym bogactwem.

„Bezcenny dar” to krótka książka, którą z powodzeniem można przeczytać w jedno popołudnie. Warto jednak lekturę  rozdzielić na mniejsze części i spotykać się z bohaterami raz w miesiącu, by skoncentrować się na każdym z omawianych darów. Do książki Jima Stovalla można także wracać, gdy tylko odczuje się taką potrzebę. A tym, którzy nie chcą pozostać jedynie czytelnikami, a wolą stać się współodkrywcami zawartych w książce prawd, proponuję wypełnianie zadań razem z głównym bohaterem i w swoim otoczeniu poszukiwanie przykładów daru marzeń, pracy czy rodziny.

Agata Podgajska
(agata.podgajska@dlalejdis.pl)

Jim Stovall „Bezcenny dar”, Zakrzewo, Wydawnictwo Replika, 2014



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat