„Biały ogień” – recenzja

Recenzja książki „Biały ogień”.
Ambicja i porywczość nie powinny iść w parze – tworzy się z nich mieszkanka wybuchowa. Najwyraźniej nie wie o tym jednak Corrie Swanson, narażając siebie i przyjaciół na śmiertelne niebezpieczeństwo…

Corrie Swanson to młoda studentka ekskluzywnej uczelni, pragnąca w przyszłości zajmować się kryminalistycznym badaniem zwłok, zwłaszcza szkieletów i kości. Niestety, jej status majątkowy nie pozwala na wiele rozrywek i mimo stypendium Corrie postanawia zawalczyć o grant, którego nie zdobył jeszcze żaden student z niższych roczników. W poszukiwaniu dobrego tematu na pracę konkursową, Corrie przybywa do Roaring Fork – niegdyś zagłębia gorączki srebra, obecnie luksusowego kurortu dla bogaczy. Od razu wpada w tarapaty, a sytuacji nie poprawia fakt, że w okolicy szaleje piroman, palący nie tylko domy, ale i ich mieszkańców. Czy agent FBI, Pendergast, będzie w stanie ocalić życie swojej podopiecznej, rozwikłać dwie zbrodnie, w tym jedną z czasów autora powieści o Sherlocku Holmesie, i doprowadzić do procesu bogaczy - oszustów?

Duet Douglasa Prestona oraz Lincolna Childa zachwycił krytyków już przy poprzednich powieściach, pisanych nieprzerwanie od 1994 roku. Zachwycił przede wszystkim postacią agenta Pendergasta – budzącego respekt, ale posiadającego również swoje natręctwa, genialnego funkcjonariusza Federalnego Biura Śledczego. Tym razem jednak to nie wokół niego buduje się akcja powieści – to młoda studentka, Corrie Swanson, pochłania czytelnika bez granic. Jej postać jest wybuchowa, zmienna tak bardzo, że trudno nadążyć za jej wyborami. Nieraz czytelnik ma ochotę przywołać ją do porządku czy po przyjacielsku powstrzymać przed popełnieniem kolejnego nierozważnego czynu. To sprawia, że „Biały ogień” bez reszty wciąga w swoją fabułę.

Autorzy doskonale szafują retrospekcjami, wplatając je nie tylko w fabułę, ale również tworząc z nich dowody na wprost nadprzyrodzone zdolności bohaterów. Oto czytelnikowi przychodzi poznać nieznane dotąd opowiadanie Arthura Conana Doyle’a, którego bohaterem jest znany i lubiany Sherlock Holmes. Mimo iż momentami można pogubić się w akcji i tym, czy to jeszcze przeszłość, czy już teraźniejszość, takie połączenie wywołuje w czytelniku zachwyt.

Nie da się nie zwrócić uwagi na język powieści, na który, podczas czytania… nie zwraca się uwagi! Rzadko bywa, aby nie drażniły drobne zwroty, maniera autora czy wymyślne słownictwo albo długie opisy. W powieści „Biały ogień” w zasadzie nie da się wskazać takiego kazusu językowego, który denerwowałby czytelnika, uniemożliwiając dalszą lekturę bądź odciągając go od fabuły. Wręcz przeciwnie – język powieści płynie, a czytelnik wraz z nim.

„Biały ogień” to powieść, od której nie sposób się oderwać. Nie tylko wciąga w fabułę, ale buduje w czytelniku wrażenie, że oto jest on świadkiem czegoś niezwykłego i tylko dla niego przygotowana jest ta tajemnica. Rzadko bywają książki, które czyta się wbrew rozsądkowi i codziennym obowiązkom – jeśli więc macie dużo na głowie, zastanówcie się nad sięgnięciem po „Biały ogień”, bo możecie zapomnieć o otaczającym Was świecie.

Paulina Dudek
(paulina.dudek@dlalejdis.pl)

Douglas Preston, Lincoln Child, „Biały ogień”, Warszawa, Burda Książki, 2014



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat