„Bieszczadzka kolęda”– recenzja

Recenzja książki „Bieszczadzka kolęda”.
Aleksandra Rak po raz kolejny zabiera swoich czytelników do ciepłego, choć niepozbawionego problemów, bieszczadzkiego świata, w którym niebagatelną rolę odgrywa pewien pensjonat.

W czwartym już tomie cyklu po raz kolejny spotykamy trzy siostry: Patrycję, Martynę oraz Klaudię. Ta ostatnia prowadzi przytulny pensjonat, w którym jej siostry postanowiły spędzić święta. Cała trójka pogrążona jest we własnych sprawach i problemach, z tym, że u Klaudii zaczyna pojawiać się coraz silniejsza depresja… „Bieszczadzka kolęda” powoduje, że czytelnik zaczyna zastanawiać się na wieloma kwestiami. Czy zajęte swoim życiem i swoimi sprawami siostry zauważą, że z Klaudią dzieje się coś złego? Czy zdążą w porę zareagować? Jak przebiegną święta, skryte w cieniu tej choroby?

Autorka ponownie pokazuje, że ma dar do tworzenia pełnokrwistych postaci kobiecych: jej bohaterki nie są pozbawione wad i przywar, to nie papierowe heroiny, nierzeczywiste i trudne do polubienia, lecz kobiety z krwi i kości. Każda z nich ma swoje zalety, ale także zwykłe ludzkie słabości, które powodują, że czytelniczki mogą się  z nimi łatwo identyfikować. Pisarka zgrabnie poprowadziła także wątek oddalania się od siebie, niegdyś tak blisko ze sobą związanego rodzeństwa, które pogrążone w problemach codziennego życia, nie zawsze znajduje czas i siły, by w porę zareagować, gdy dzieje się coś niedobrego.

Nie można także zapomnieć o Bieszczadach, które są pełnoprawnymi bohaterami tej powieści. Mroźne i pokryte śniegiem góry, stanowią idealne tło dla historii o świętach Bożego Narodzenia. Sceneria w której rozgrywają się ludzkie dramaty, jest sama w sobie bardzo dramatyczna, przez surowy klimat, ale jednocześnie powoduje, że w trakcie lektury mamy ochotek zawinąć się w ciepły koc i z filiżanką herbaty w ręce, przewracać niecierpliwie kolejne strony.

Czwartą część historii sióstr można śmiało czytać bez znajomości tomów poprzednich, „Bieszczadzka kolęda” broni się jako samodzielna całość. Nie znałam trzech poprzednich części, lecz nie przeszkadzało mi to zupełnie w trakcie lektury. Zatem jeżeli boicie się, że coś wam umknie, śmiało możecie te obawy porzucić i cieszyć się lekturą historii o nadziei, trudach zmagań z chorobą, więziach międzyludzkich i rodzinie jako miejscu, do którego zawsze warto wracać.

Aleksandra Rak nie waha się sięgać po trudne tematy w lekkiej powieści obyczajowej, łącząc całość w przyjemną, ale także wartościową lekturę, skłaniającą do refleksji, nie tylko z powodu zbliżających się świąt.

Małgorzata Tomaszek
(malgorzata.tomaszek@dlalejdis.pl)

Aleksandra Rak, „ Bieszczadzka kolęda. Pensjonat na wzgórzu”, Dragon, Warszawa  2022



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat