Sylwia Kubryńska może być znana ze swoich felietonów pisanych do „Wysokich Obcasów”, z bloga „Najlepszy blog na świecie”, czy z swoich kilku książek np. „Furia mać”, czy „Kobieta dość doskonała”. Pod koniec września ukazała się kolejna jej powieść pt. ”Biurwa”.
Główna bohaterka Ewa jest matką samotnie wychowującą dwójkę dzieci, która jak wiele kobiet próbuje być świetna we wszystkim, co robi. Próbuje być idealna, wszystko robić sprawnie i dobrze, zajmować się dziećmi, pracować itp.
Ewa opisuje czytelnikom swoją historię, zaczynając od poszukiwania pracy. Traf (albo nie traf) chciał, że znalazła ją w urzędzie miasta na stanowisku Inspektora.
I tak poznajemy „tajemny” świat urzędniczki państwowej, świat Burmiszcza, Paprez i samozwańczego szefa / mentora Alojzego Mogarycza. Świat, w którym obowiązują sztywne reguły, z których pierwszą i podstawową jest „nie da się”. Razem z nią gubimy się w urzędowych prawach, w pokojach, w których trzeba zbierać siedemnaście pieczątek, by załatwić cokolwiek. Razem z nią „opychamy” się podstawianym codziennie pod nos serniczkiem, wypełniamy tonę formularzy, martwimy się o głodowe dwa tysiące złotych netto pensji, czy przygotowujemy się do organizowania kolejnych Jubileuszy. Poznajemy świat urzędniczych zazdrości, plotek, w którym jedni podcinają skrzydła, a inni przypisują sobie sukces, który nie był ich zasługą.
Ewa dokładnie opisuje działanie urzędu, w którym nikt nie wie, co tak naprawdę należy do jego obowiązków, właściwie każdy jest od czegoś innego, a na pewno nie od tego, po co się do niego przychodzi. Naprawdę miałam niejasne wrażenie, że to jest historia oparta na faktach i właśnie tak funkcjonują niektóre instytucje w kraju.
Ewa nie ma lekkiego życia. Nawał pracy, to, że nawet będąc w domu, w weekend musi napisać „jeszcze tylko jednego maila” powoduje, że jest coraz bardziej sfrustrowana i zaczyna popełniać błędy. Jest samotna, zaczyna też tęsknić za miłością, za jakimś mężczyzną, który stałby obok.
Przyznam szczerze, że dawno się tak nie ubawiłam przy czytaniu. „Biurwa” jest przekomiczną książką. Historia Ewy opisana jest w tak dowcipny sposób, że niestety / stety zdarzały mi się wybuchy śmiechu. Zupełnie nie przeszkadzały mi pojawiąjące się wulgaryzmy, do których chyba czytelnicy Kubryńskiej powinni być przyzwyczajeni.
Na smutną, szarą pogodę jesienią „Biurwa” jest idealna.
Anna Pytel
(anna.pytel@dlalejdis.pl)
Sylwia Kubryńska, Biurwa, Czwarta strona, Poznań, 2016.
Komentarze