Ostrzegam na wstępie. Sięgając po „Bliźnięta z lodu” S.K. Tremayne czytelnik ma gwarantowane przejechane przystanki komunikacją miejską, spóźnienia na spotkania i zarwaną nockę. W zasadzie jak się ją zacznie to pochłania się ją całkowicie nie myśląc o niczym innym. Tak, ta książka jest tak dobrym thrillerem psychologicznym.
Bohaterami powieści „Bliźnięta z lodu” jest małżeństwo Angus i Sarah Moorcroft próbujący pozbierać się po wielkiej tragedii, jaka spotkała ich rodzinę. Dokładnie 13 miesięcy wcześniej (ba, Sarah potrafi określić nawet ile konkretnie dni) w wieku 6 lat, zginęła Lydia jedna z ich córek, jednojajowych bliźniaczek.
Lydia i Kristie były identyczne, trudne do odróżnienia nawet dla rodziców. Na tyle do siebie podobne, że lekarze Angusowi i Sarze zaproponowali nawet zrobienie jednej z nich malutkiego tatuażu, który ułatwiłby ich identyfikację. Dziewczynki były też ze sobą niesamowicie zżyte, łączyła je silna więź. Porozumiewały się swoim językiem, w tym samym czasie w innych pokojach potrafiły wybuchnąć śmiechem, zdawały się używać telepatii.
Śmierć Lydii była ciosem dla całej rodziny. Małżeństwo Moorcroft’ów wisiało na włosku, Angus coraz częściej topił smutki w alkoholu, Sarah żyła wspomnieniami o dwóch córeczkach, którymi zachwycali się wszyscy. Kristie nie mogła pogodzić się i poradzić sobie z utratą siostry i największej przyjaciółki.
Wyjazd całej rodziny na odziedziczoną po babci Angusa malutką szkocką wyspę miał być lekiem na całe zło. I w sumie zapewne byłby, gdyby nie fakt, że przed wyjazdem Krisite zaczyna twierdzić, że jest Lydią i to nie ta bliźniaczka została pochowana.
To, co dalej dzieje się w tej książce jest niesamowitą historią. Opowiadaną częściowo z perspektywy Angusa, a częściowo z punktu widzenia Sary. Taką zupełnie nieprzewidywalną. Z jednej strony realną, a z drugiej opierającą się na magii i szkockich legendach. A wciąga wręcz niesamowicie, napięcie zdaje się rosnąć z rozdziału na rozdział. Gdy doczytałam do końca, poczułam, że dawno nie czytałam tak dobrego thrillera, tak świetnie zbudowanej i mistrzowsko wykreowanej fabuły.
Pozostaje mi tylko polecić „Bliźnięta z lodu” i zachęcić to ich lektury, bo naprawdę warto.
Anna Pytel
(anna.pytel@dlalejdis.pl)
S.K. Tremayne, Bliźnięta z lodu, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2015
Komentarze