Bez pośrednictwa renomowanych biur podróży. Bez zarezerwowanego hotelu z wykupioną opcją all inclusive. Bez kieszonkowego przewodnika z zaznaczonymi zabytkami, które koniecznie odwiedzić musi każdy szanujący się turysta. Tak właśnie rozpoczyna się kolejna podróż Beaty Pawlikowskiej. Podróż, w której niczego nie da się przewidzieć, za to wszystkiego można się spodziewać.
Beata Pawlikowska przyzwyczaiła czytelników do wyjazdów, które zapadają w pamięć. Nie tylko ze względu na egotyczne miejsca, jakie odwiedza, ale także przez wzgląd na sam charakter jej podróży. Któż bowiem nie chciałby zdać się na przeznaczenie, bez gorączkowego planowania, bez wyznaczania alternatywnych tras, bez czterech walizek, wypchanych po brzegi, bo przecież nigdy nie wiadomo, co się w podróży przyda.
Tym razem autorka za cel podróży wybiera sobie Brazylię. Jednak to nie Brazylia będzie głównym bohaterem książki „Blondynka na Orinoko”, a sama podróż. Jak zwykle, stawiając na niebanalne rozwiązania, Pawlikowska decyduje się rozpocząć swą wyprawę w Wenezueli, a do Brazylii dotrzeć chce… podróżując po rzekach. Choć wszyscy, słysząc o tym pomyśle, spoglądają na nią ze zdziwieniem i szczerze odradzają jej takie szaleństwo.
Nie zdradzę, czy wyprawa zakończyła się sukcesem. Podpowiem natomiast, że jest to wyprawa pełna przygód. A każda z nich została przez autorkę solidnie udokumentowana. „Blondynka na Orinoko” jest niezwykle bogato ilustrowana. Nie są to jednak typowo turystyczne zdjęcia – to raczej wybiórcze kadry z życia ludzi, których Beata Pawlikowska spotkała na swojej drodze. Często nie są nawet przedstawieni z imienia, a jednak tworzą historię i klimat tamtych miejsc. Poza zdjęciami niemal każda strona została okraszona autorskimi rysunkami autorki. Dzięki temu książka przypomina dziennik z podróży, bardzo osobistą opowieść.
„Blondynka na Orinoko” to książka o tym, jak wiele można dowiedzieć się o sobie, podróżując. Pawlikowska wielokrotnie powtarzała, że podróżowanie przede wszystkim uczy cierpliwości. Wszystko ma swój czas, a podróżnik musi po prostu cierpliwie poczekać na to, aż ten czas nadejdzie. Bo podróżuje się po to, by zrozumieć świat, w którym jest się tylko gościem.
W „Blondynce na Orinoko” narratorką jest sama autorka, a odbiorcą czytelnik – dosłownie. Pawlikowska przez cały czas zwraca się bezpośrednio do odbiorcy książki i wciąga go w swoja historię. Często każe nam sobie coś wyobrazić, zastanowić się, zwrócić na coś uwagę. Poza tym przyciąga uwagę wykrzyknieniami, spontanicznie okazywanymi radością i zdziwieniem.
„Blondynka na Orinoko” to idealna książka zanim jeszcze zaplanujecie wakacyjny odpoczynek. Może opowieść Beaty Pawlikowskiej zainspiruje was do nieco innego przeżycia tegorocznej wakacyjnej przygody.
Agata Podgajska
(agata.podgajska@dlalejdis.pl)
Beata Pawlikowska, „Blondynka na Orinoko”, Warszawa, National Geographic, 2014
Komentarze